Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Dzień drugi: Panorama Racławicka i ogród zoologiczny we Wrocławiu
Kategorie
Podróże

Dzień drugi: Panorama Racławicka i ogród zoologiczny we Wrocławiu

Drugi dzień naszej podróży rozpoczęliśmy od umycia i ubrania się. Po czy zeszliśmy na dół poszukać jakiegoś ekspresu do kawy, bo moja żona nie potrafi funkcjonować bez kawy, ale go nie znaleźliśmy. Zapytaliśmy się w recepcji, czy gdzieś w hotelu można skorzystać z automatu z kawą albo z ekspresu. Niestety nic takiego nie było, natomiast recepcjonistka zaproponowała nam kawę, więc z oferty skorzystaliśmy. Otrzymaliśmy tekturowy kubek z saszetką kawy rozpuszczalnej typu 2w1, a wodę mogliśmy sobie wlać z automatu. To wszystko za 5 zł.

Z kawą wróciliśmy do pokoju. Zrobiliśmy sobie śniadanie, które na spokojnie zjedliśmy. Po śniadaniu przygotowaliśmy się do wyjścia i ruszyliśmy w drogę. Mieliśmy dwa ważne punkty do zobaczenia, czyli Panoramę Racławicką i Ogród Zoologiczny, a po drodze coś jeszcze mogło się trafić, ponieważ znowu do tych punktów wybraliśmy się pieszo.

Wyszliśmy z hotelu i ulicami Ślężną, Borowską i Stawową szliśmy w stronę Starego Miasta. Po dojściu do ulicy marszałka Józefa Piłsudskiego skręciliśmy w prawo, a następnie w lewo w Hugo Kołłątaja, gdzie szliśmy pomiędzy dobrze utrzymanymi kamienicami. Tylko Galeria Dominikańska, do której doszliśmy, zaburzyła trochę okoliczną architekturę. Niby w prostej formie, ale te wszystkie szyldy psują całokształt.

Bokiem minęliśmy Galerię Dominikańską, choć jak się później okazało, mogliśmy przejść przez nią, skracając sobie drogę. No cóż, może się to przyda następnym razem. Przy okazji zauważyliśmy kościół, który znajduje się bardzo blisko galerii, po drugiej stronie Alei Juliusza Słowackiego. Takie połączenie dziwnie wygląda, ale z drugiej strony mieszkańcy zaraz po wyciszeniu podczas mszy, od razu po wyjściu z kościoła mogą zrobić kilka kroków, aby się rozerwać.

Kościół św. Wojciecha, bo o nim mowa, powstał na początku XII wieku i w 1112 roku został poświęcony przez biskupa Żyrosława I. Natomiast w połowie XIII wieku ze względów strategicznych kościół został zniszczony wraz z innymi budynkami. Taki był nakaz Henryka Pobożnego w czasie najazdu przez Mongołów. Na szczęście kilka lat później rozpoczęła się jego odbudowa, która wraz ze zmianą epok, spowodowała zmiany architektoniczne.

Kolejnym, silnym zniszczeniom kościół uległ podczas II Wojny Światowej. Jego ponowna odbudowa rozpoczęła się w połowie XX wieku i trwała prawie do końca tego stulecia. Wisienką na torcie była odbudowa hełmu wzorowanego na gotyku.

Innym ciekawym miejscem, które mijaliśmy podczas spaceru do Panoramy Racławickiej, było Muzeum Architektury. Muzeum znajduje przy ulicy Bernardyńskiej 5 w budynkach zespołu pobernardyńskiego, których początek sięga XV wieku, kiedy została rozpoczęta ich budowa. W czasie II Wojny Światowej budynki zostały zniszczone w 60%, ale po jej zakończeniu ruszyła ich odbudowa, która już wtedy była prowadzona pod kątem utworzenia w nich muzeum.

Muzeum Architektury zostało otwarte w 1965 roku. Znajduje się w nim 25 tysięcy obiektów, ale prezentowanych jest około 500 z nich. W skład tych obiektów wchodzą plany, mapy, rysunki, szkice, modele, czy fotografie związane z Wrocławiem.

Z Muzeum Architektury do Panoramy Racławickiej jest dosłownie rzut beretem. Panorama Racławicka to muzeum sztuki, które zostało założone już w 1893 roku we Lwowie, a od 1980 funkcjonuje we Wrocławiu. Znajduje się w nim cykloramiczny obraz Bitwa pod Racławicami, który w latach 1893-1894 został namalowany przez zespół malarzy pod kierunkiem Jana Styki i Wojciecha Kossaka. Przedstawia zwycięstwo wojsk polskich pod dowództwem generała Tadeusza Kościuszki nad wojskami rosyjskimi.

Co stwarza, że Panorama Racławicka jest taka wyjątkowa? Po pierwsze to, że obraz Bitwa pod Racławicami jest cykloramiczny, czyli otacza widza po okręgu. Obraz robi niesamowite wrażenie swoim rozmiarem, który wynosi 114 na 15 metrów. Ekspozycja obejmuje również ustawiony przed obrazem sztafaż, czyli dodatkowe elementy, które ożywiają kompozycję. Dzięki nim widz ma problem z rozpoznaniem miejsca, gdzie znajdują się prawdziwe eksponaty, a gdzie rozpoczyna się obraz. Tworzy to niesamowity efekt. Co więcej, obraz znajduje się w specjalnie wybudowanej rotundzie, której budowa rozpoczęła się na początku lat 60. XX wieku.

Nie można również zapomnieć o historii panoramy, ponieważ początkowo była wystawiona we Lwowie. W czasie II Wojny Światowej została ukryta, dzięki temu została zachowana. Po wojnie przewieziono ją do Wrocławia, gdzie powoli szykowana dla niej miejsce, co w czasie Polski Ludowej nie było proste. Polskie władze bały się narazić Rosjanom, wystawiając obraz przedstawiający zwycięstwo wojsk polskich z wojskiem rosyjskim. Dopiero 14 czerwca 1985 roku udało się otworzyć ekspozycję, która cieszy oko do dziś.

Obok Panoramy Racławickiej, w Parku Słowackiego, znajduje się Pomnik Ofiar Zbrodni Katyńskiej, którego nie da się pominąć. Pomnika nie da się pominąć nie tylko dlatego, że jest sporych rozmiarów, ale przedstawia przygnębiający obraz Anioła Śmierci oraz kobiety (Piety Katyńskiej) trzymającej w ramionach zamordowanego jeńca.

Pomnik Ofiar Zbrodni Katyńskiej we Wrocławiu
Pomnik Ofiar Zbrodni Katyńskiej we Wrocławiu

Pomnik upamiętniający ofiary zbrodni katyńskiej był budowany w latach 1994-2000. Składa się z czterech płyt granitowych oraz figur wykonanych z brązu, o których napisałem powyżej. Na ścianie lewego postumentu znajdują się nazwy miejsc zbrodni, natomiast na drugim postumencie, z prawej strony, wyryte są nazwy obozów jenieckich. Co więcej, na pomniku pod figurą Anioła śmierci znajduje się tablica z poniższą inskrypcją:

Wiosną 1940 roku z rozkazu Stalina strzałem w tył głowy zamordowano w Katyniu, Miednoje, Charkowie i w nieznanych miejscach byłego ZSRR 22 tysiące polskich oficerów, policjantów i innych jeńców z obozów Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk

W hołdzie pomordowanym pomnik ten z inicjatywy stowarzyszenia „Dolnośląska Rodzina Katyńska” ufundowali rodacy

Wrocław, w roku 1999

Kolejnym ciekawym obiektem, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Panoramy Racławickiej, jest Bastion Ceglarski. Bastion powstał w 1585 roku, ale na początku XIX wieku przestał pełnić funkcję umocnień miasta. W 1807 roku został przekształcony na wzgórze widokowe, które zostało połączone z promenadą spacerową i taką funkcję pełni do dziś pod nazwą Wzgórze Polskie.

Co można zobaczyć po wejściu na Wzgórze Polskie? Tak naprawdę to samo co z Bulwaru Ksawerego Dunikowskiego, znajdującego się u podnóża, czyli przepływającą Odrę wzdłuż tego bulwaru oraz Ostrów Tumski z drugiej strony rzeki i Wyspę Piasek. Z drugiej strony wzgórza, pomiędzy drzewami można zauważyć rotundę Panoramy Racławickiej. Jest to fajne miejsce na spędzenie wolnego czasu, a pobyt może uatrakcyjnić pobliska wypożyczalnia sprzętu wodnego, jeśli chcemy popływać po Odrze.

Zaraz tylko, gdy wzdłuż Bulwaru Ksawerego Dunikowskiego ruszyliśmy w stronę zoo i tylko minęliśmy Zatokę Gondoli, natknęliśmy się na Muzeum Narodowe. Muzeum mieści się w budynku zbudowanym w stylu neorenesansu niderlandzkiego w latach 1883-1886. Do 1939 roku w tym budynku znajdowała się siedziba Rejencji Śląskiej, czyli takiego okręgu administracyjnego, na którego czele stoi prezydent rejencji. Muzeum zostało otwarte już w 1948 roku jako Muzeum Państwowe, w którego zbiorach przede wszystkim znalazły się obrazy i rzeźby. Swoją obecną nazwę nosi od 1970 roku.

Zaraz za Muzeum Narodowym znajduje się Most Pokoju, a dalej okazały gmach Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Historia tego budynku sięga czasów II wojny światowej, podczas której rozpoczęła się jego budowa. Gmach był budowany z myślą, że będzie w nim siedziba magistratu, ale zmiana na froncie spowodowała, że w czasach niemieckiego panowania takiej funkcji nie pełnił. Prowizorycznie został dokończony w 1945 roku i zaraz został uszkodzony podczas bombardowania. Kilka lat po wojnie budynek został odbudowany i od połowy XIX wieku pełni funkcję siedziby władz wojewódzkich.

Minęliśmy sporych rozmiarów gmach Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego i weszliśmy na Most Grunwaldzki, którym przeszliśmy na drugą stronę Odry. Następnie zeszliśmy na Wybrzeże Stanisława Wyspiańskiego, gdzie najpierw trafiliśmy na ciekawą, kaskadową fontannę, przy której kilka osób spędzało wolny czas. Po minięciu fontanny trafiliśmy na Polinkę, czyli kolejkę Politechniki Wrocławskiej, dzięki której można przedostać się ze wschodniego brzegu Odry na zachodni. Ciekawa sprawa i pewnie fajna przejażdżka, ale niestety dosyć krótka, dlatego też nie chciało się nam skorzystać z takiej atrakcji.

W końcu doszliśmy do Mostu Zwierzynieckiego, skąd było już blisko do naszego celu, do ogrodu zoologicznego. Musieliśmy tylko znaleźć wejście oraz kasy i to najlepiej jak najszybciej, ponieważ zaczął padać deszcz, taki letni kapuśniaczek. Po kilku minutach trafiliśmy do głównej bramy wejściowej, która jest dosyć charakterystyczną budowlą, ponieważ wzorowaną na berlińskiej Bramie Brandenburskiej. Gdy ją przekroczyliśmy, okazało się, że mnóstwo ludzi czeka w kolejce. W sumie to w kilku kolejkach, ponieważ te były i do kas, i do automatów z biletami. W związku z tym stanąłem w kolejne, a żonę wysłałem, żeby schowała się pod daszkiem.

Hala Stulecia widziana z wrocławskiego zoo
Hala Stulecia widziana z wrocławskiego zoo

Wrocławski Ogród Zoologiczny został otwarty 10 lipca 1865 roku, więc jest najstarszym polskim ogrodem zoologicznym, choć utworzonym w czasie niemieckiego panowania. Powierzchnia, na jakiej się znajduje, jest imponująca, wynosi aż 33 hektary. Poza fauną i florą na jego terenie znajduje się kilka zabytkowych budowli, których nie da się i nie można ominąć, np. Brama Japońska, Baszta Niedźwiedzi, czy stare wejście do zoo, w którym obecnie mieści się restauracja.

Zanim doszedłem do automatu, deszcz przestał padać, słoneczko znowu się pojawiło, więc zapowiadał się miły spacer po zoo. Tylko ten dziki tłum nie wyglądał zachęcająco, ale ogród jest tak duży, że było sporo miejsca dla wszystkich.

Fajnym pomysłem, który zauważyliśmy od razu po wejściu do zoo, była możliwość skorzystania z wózków dla dzieci, które kształtem przypominały przyczepy. Świetna sprawa dla najmłodszych i rodziców. Dzieci w razie zmęczenia mogły usiąść na wózku, a rodzice, zamiast nosić je na rękach, ciągnęły te wózki.

Zaraz po wejściu na teren ogrodu zoologicznego zrobiłem zdjęcie mapy, aby wiedzieć, gdzie się kierować. Następnie ruszyliśmy alejkami znajdującymi się w południowo-wschodniej części ogrodu. Wrażenie zrobiły na nas duże wybiegi, gdzie swobodnie mogły poruszać się zwierzęta. Tych wybiegów we wrocławskim zoo jest wiele, więc trzeba się przygotować na dłuższy spacer. Tutaj pierwszy raz w życiu na żywo zobaczyłem rysia śpiącego wysoko na drzewie.

Po obejściu mniej więcej połowy terenu zoo weszliśmy do jego największej atrakcji, do Afrykarium, które zostało otwarte dopiero 26 października 2014 roku. Afrykarium to oceanarium, które prezentuje ekosystemy wodne oraz lądowe fauny Afryki. Obiekt został podzielony na część zewnętrzną, którą stanowią dwa baseny oddzielone od siebie budynkiem gastronomicznym w kształcie statku oraz wewnętrzną, w której prezentowane są takie ekosystemy, jak fauna plaży i rafy koralowej Morza Czerwonego, fauna Afryki wschodniej, fauna Kanału Mozambickiego i Fauna dżungli Konga.

Kaczki we wrocławskim zoo
Kaczki we wrocławskim zoo

W jednym z basenów można zobaczyć kotiki afrykańskie, czyli uchatki karłowate, natomiast w drugim są pingwiny przylądkowe. Jedne i drugie ssaki można zobaczyć zarówno z zewnątrz Afrykarium, jak i z wewnątrz oraz z tarasu widokowego, który otacza budynek gastronomiczny.

Wewnątrz Afrykarium prezentowane są hipopotamy i krokodyle nilowe, ryby, czy ptaki, więc jest co oglądać. Fajną sprawą jest wodospad, pod którym można przejeść, ale największą atrakcją jest przezroczysty, akrylowy tunel o długości 18 metrów, który prowadzi przez basen, w którym można podziwiać rekiny, płaszczki i inne duże ryby przepływające nad naszymi głowami. Tego się nie da opisać, to trzeba koniecznie zobaczyć.

Minęły 4 godziny zwiedzania wrocławskiego zoo, a my już zgłodnieliśmy, więc skorzystaliśmy z oferty ogródków gastronomicznych, które znajdują się na terenie ogrodu. Co prawda był przy nich spory ruch, ale udało nam się znaleźć wolny stolik i posilić. Po małym odpoczynku i zjedzeniu obiadu ruszyliśmy w dalszą podróż po zoo.

W ciągu 6 godzin zwiedzania wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego nie udało się nam zobaczyć wszystkich ekspozycji. Jest ich dużo, a my już nie mieliśmy sił. Może inaczej by było bez takiego upału i duchoty po deszczu, ale mimo wszystko warto było spędzić te kilka godzin w tym ogrodzie zoologicznym. Zobaczyliśmy mnóstwo interesujących zwierząt i fajnych miejsc. Spędziliśmy miło czas i każdemu, kogo znamy, polecamy to niesamowite zoo. Największe i najlepiej zorganizowane, z tych, w których do tej pory mieliśmy okazję być. Będąc we Wrocławiu, nie można ominąć tego miejsca, ale trzeba na nie poświęcić sporo czasu.

Z Ogrodu Zoologicznego Bramą Japońską wyszliśmy na Groblę Szczytnicko-Bartoszowicką, gdzie zauważyliśmy statek turystyczny, który przygotowywał się już do odpłynięcia, więc szybko do niego podeszliśmy, kupiliśmy bilety i po kilku minutach ruszyliśmy w rejs po Odrze w stronę Starego Miasta. Miło było posiedzieć na statku, gdzie czuć było przyjemny, delikatny wiatr i oglądać zabytki Wrocławia, które znajdują się wzdłuż Odry.

Statkiem dopłynęliśmy do przystani znajdującej się na Wyspie Piasek, więc mieliśmy blisko do Mostu Tumskiego, na którym postanowiliśmy zawiesić kłódkę, symbolizującą naszą miłość. Tylko tę kłódkę trzeba było kupić, ale z tym nie było problemu. Kłódkę kupiliśmy u pana, który sprzedawał pamiątki. Poza kłódką kupiliśmy magnes prezentujący Wrocław, aby coś nam zostało na pamiątkę oprócz zdjęć i miłych wspomnień.

Opisaliśmy i zawiesiliśmy kłódkę, a kluczyk zabraliśmy ze sobą. Następnie Mostem Młyńskim przez Wyspę Słodową dotarliśmy do Bulwarów Słonecznego. Wzdłuż Odry doszliśmy do Mostu Uniwersyteckiego i ostatnie chwile podczas naszego krótkiego pobytu we Wrocławiu postanowiliśmy spędzić na Starym Mieście.

Stare Miasto we Wrocławiu
Stare Miasto we Wrocławiu

Wrocław jest pięknym miastem, z bogatą historią i mnóstwem wyjątkowych miejsc, które warto zobaczyć. Co prawda jest miastem licznie odwiedzanym przez turystów, ale nie ma problemu, żeby znaleźć w nim miejsce, w którym można odpocząć. Szkoda tylko, że w ciągu tych dwóch dni nie zobaczyliśmy jeszcze innych, ciekawych miejsc, ale ciężko by było to zrobić. Z drugiej strony mamy podstawę do tego, aby tu jeszcze wrócić. Mam tylko nadzieję, że następnym razem uda się znaleźć lepsze miejsce do noclegu.

Przeczytaj również:

Dzień pierwszy: Stare Miasto, wyspy, Hala Stulecia i Fontanna multimedialna we Wrocławiu.

Dzień trzeci: Zamek Książ i Szklarska Poręba.

Dzień czwarty: Zakręt Śmierci, Wielki Kamień i Jakuszyce.

Dzień piąty: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica i Wodospad Szklarki.

Dzień szósty: Zamek Stolpen, Bastei i Twierdza Königstein.

Dzień siódmy: Zapora Pilchowice, Jelenia Góra i Cieplice.

Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby.

Dzień dziewiąty: Karpacz i Śnieżka.

Dzień dziesiąty: Szrenica, Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły i Wielki Szyszak.

Dzień jedenasty: Czeska Praga i balet Carmen.

Dzień dwunasty: Chybotek i Złoty Widok w Szklarskiej Porębie.

Dzień trzynasty: Piwo w Libercu.

Dzień czternasty: Wyjazd ze Szklarskiej Poręby.

Oceń wpis
[Maks.: 1 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.