Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby
Kategorie
Podróże

Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby

Minął już tydzień naszego urlopu. 7 dni nie było nas w domu, a jeszcze kilka mieliśmy spędzić na Dolnym Śląsku. Ósmy dzień, który wypadał w sobotę, mieliśmy zaplanowany jak poprzednie. Z tym że tego dnia czekała nas kolejna wycieczka z biurem turystycznym Almar. Gdzie tym razem? Do Niemiec, aby zobaczyć drezdeńskie skarby.

Podróż do Drezna podobnie, jak do Szwajcarii Saksońskiej, rozpoczęliśmy ze skrzyżowania ulic Armii Krajowej i Górnej, gdzie musieliśmy zjawić się o godzinie 7:05. W związku z tym dosyć wcześnie musieliśmy wstać, aby zdążyć na autokar.

Gdy przyjechał autokar, okazało się, że znowu nie mogę usiąść z żoną, mimo wcześniejszych próśb pani przewodnik. W końcu, gdy żona powiedziała o naszej rocznicy ślubu i że miło by było, gdybyśmy razem usiedli, znalazła się pani, która ustąpiła nam miejsca, ale pod warunkiem, że będziemy się trzymali za ręce, co wywołało uśmiech na twarzach wielu osób.

Przez całą drogę do Drezna pani przewodnik opowiadała ciekawe historie o miejscach, które mijaliśmy. Informacje przedstawiała tak, że każdy słuchał ją z uwagą. Dzięki temu powiększyła się nasza wiedza o Dolnym Śląsku, Łużycach i Saksonii, a przy okazji nie nudziliśmy się podczas podróży.

W Dreźnie zatrzymaliśmy się na Placu Teatralnym, gdzie musieliśmy wyjść z autokaru, aby kierowca mógł odjechać kawałek dalej na płatny parking. Z tego samego miejsca mieliśmy odjechać, a autokar miał przyjechać o godzinie 17:30, więc od razu zostaliśmy poinformowani, gdzie mamy się zjawić, jeżeli się zgubimy.

Plac Teatralny (niem. Theaterplatz) jest jednym z najstarszych placów w Dreźnie. Na środku placu znajduje się ogromny pomnik króla Saksonii Jana Jerzego Wettyna (Konig Johann I. von Sachsen), który siedzi na rumaku. W północnej części placu znajduje się Semperoper, natomiast w zachodniej rezydencja Zwinger.

Plac Teatralny w Dreźnie
Plac Teatralny w Dreźnie

Semperoper, czyli Opera Sempera została wybudowana w latach 1871-1878 w formie rotundy. Obok wejścia zostały ustawione rzeźby Goethego i Schillera. Natomiast w bocznych wnękach elewacji były rzeźby takich postaci jak Szekspir, Sofokles, Molier, czy Eurypides. Niestety pod koniec II Wojny Światowej budynek został zbombardowany i spalony. Dopiero 33 lata po wojnie rozpoczął się proces jego odbudowy.

Nam było dane zobaczyć tylko front opery, ponieważ głównym punktem wycieczki był Zwinger, czyli perła saksońskiego baroku. W związku z tym spod pomnika Jana weszliśmy na tej popularnej królewskiej rezydencji, gdzie pani przewodnik podzieliła nas na grupy. Pierwszą grupę stanowiły osoby, które chciały samodzielnie pochodzić po Dreźnie, więc tylko jeszcze raz zostały poinformowane, o której godzinie muszą zjawić się na Placu Teatralnym. Drugą grupę stanowiły osoby, które chciały zobaczyć Galerię Obrazów Starych Mistrzów.

Galeria Obrazów Starych Mistrzów mieści się w pierwszym budynku kompleksu Zwinger, patrząc od strony placu Teatralnego. Monumentalny budynek w stylu neoklasycystycznym został wzniesiony w połowie XIX wieku. Obecnie mieści się w nim jedna z największych kolekcji malarstwa europejskiego na świecie. Nie ma co się temu dziwić, ponieważ kolekcję zaczął tworzyć August Wettyn już w połowie XVI wieku. W związku z tym możemy zobaczyć takich malarzy jak Tycjan, Peter Paul Rubens, Rembrandt, czy El Greco.

Ze względu na to, że pani przewodnik do Galerii Starych Mistrzów jednorazowo nie mogła wejść z tak liczną grupą, to musiała podzielić ją na dwie części. Gdy pierwszą oprowadzała po galerii, to druga mogła swobodnie chodzić po rezydencji, ale o konkretnej godzinie musiała się pojawić przy kasach do galerii, gdzie następowała zamiana.

My trafiliśmy do drugiej grupy, więc ruszyliśmy pochodzić po dziedzińcu i tarasach pałacowego kompleksu reprezentacyjnego, którym jest Zwinger. Po przejściu bramy budynku, w którym mieści się Galeria Obrazów Starych Mistrzów, oczom naszym ukazał się ogromny dziedziniec zwany Zwingerhof. Dziedziniec z czterema dużymi fontannami w centralnej części, otoczony jest zabudowaniami w stylu barokowym, poza budynkiem galerii obrazów (Sempergalerie). Po drugiej stronie galerii obrazów mieści się Langgalerie, która ozdobną bramą zwaną Kronentor podzielona jest na dwie części. Z prawym skrzydłem Langgalerie połączony jest budynek, w którym mieści się Salon Matematyczno-Fizyczny (Mathematisch-Physikalischer Salon). Z lewym skrzydłem Langgalerie łączy się budynek zwany Pawilonem Porcelanowym (Porzellanpavillon). Szczyty galerii obrazów połączone są z budynkami zwanymi Pawilon Francuski (Französischer Pavillon) i Pawilon Niemiecki (Deutscher Pavillon). Pawilon Francuski połączony jest z Salonem Matematyczno-Fizycznym zaokrąglonymi budynkami, zwanymi Bogengalerien, pośrodku, których znajduje się Pawilon Wołowy (Wallpavillon). Na fasadzie tego budynku znajduje się ozdobnie obramowany herb Polski. Pawilon Niemiecki oraz Pawilon Porcelanowy również połączone są zaokrąglonymi budynkami, ale te łączy ze sobą Pawilon Miejski, w którym mieści się brama, umożliwiająca przejście na Stare Miasto.

Drezdeński Zwinger
Drezdeński Zwinger

Pierwszym budynkiem, do którego weszliśmy, był Pawilon Francuski, w którym nic ciekawego nie było. Natomiast po jego drugiej stronie zobaczyliśmy piękną fontannę Nymphenbad. W zasadzie jest to mały dziedziniec, pośrodku którego znajduje się duża fontanna otoczona kamiennymi rzeźbami, ale największą uwagę skupia kaskadowa fontanna, która również otoczona jest rzeźbami, ale jej barokowy styl nadaje mrocznego charakteru.

Spod Nymphenbad weszliśmy schodami na taras i obeszliśmy nim cały dziedziniec, podziwiając nie tylko architektoniczny przepych rezydencji Zwinger, ale również jego otoczenie, w tym zamek rezydencjonalny książąt Saksonii. Stąd widać dobrze ilu turystów odwiedza to miejsce, a jest ich dużo. Udało nam się nawet zobaczyć spacer grupy aktorów przebranych w barokowe stroje, którzy szli po drugiej stronie dawnej fosy.

Drezdeński Zwinger
Drezdeński Zwinger

Z tarasu zeszliśmy bramą Kronentor, aby wejść do pawilonu z porcelaną, w którym mieści się jedno z najstarszych na świecie muzeów, ponieważ założone już w 1717 roku przez Augusta Mocnego. Ten pawilon nie jest duży, ale mieszczą się w nim piękne zastawy porcelanowe z różnych stron świata, wazony, czy ozdoby np. porcelanowy bukiet kwiatów. Bardzo fajnie zorganizowane miejsce, w którym w ciszy sobie popatrzyliśmy na eksponaty.

Następnym miejscem, do którego poszliśmy, był Salon Matematyczno-Fizyczny. Szliśmy do niego wzdłuż Langgalerie, gdzie co kilka metrów mijaliśmy fontanny, na szczycie których znajdowały się rzeźby aniołków w różnym kształcie. Wszystkie te fontanny połączone są jedną, długą misą.

W Salonie Matematyczno-Fizycznym zapoznaliśmy się instrumentami ze świata matematyki, fizyki, astronomii, geodezji i metrologii, które pochodzą z przedziału XIII-XIX wieku. A co to za instrumenty? Soczewki optyczne, lunety, cyrkle, czy globusy, z których najbardziej wartościowym egzemplarzem jest arabski astronomiczny globus nieba z 1279 roku. Ten globus został przywieziony z perskiego obserwatorium astronomicznego Meragha. Interesującym miejscem w tej części pałacu jest sala z zegarami, w którym znajdują się pięknie ozdobione egzemplarze z różnymi mechanizmami prezentującymi czas.

Niestety nie mieliśmy już czasu, aby zobaczyć kolejne pawilony, ponieważ zbliżał się czas, kiedy mieliśmy zjawić się pod Galerią Obrazów Starych Mistrzów. W związku z tym wyszliśmy z Salonu Matematyczno-Fizycznego i przez dziedziniec przeszliśmy do budynku galerii, gdzie rozpoczęliśmy oczekiwanie na panią przewodnik.

Minęło kilka minut, zanim przyszła pani przewodnik. Przed wejściem do galerii w specjalnych skrytkach musieliśmy zostawić wszystkie nasze torby. Był absolutny zakaz wnoszenia czegokolwiek, więc gdy wszyscy się przygotowali, przeszliśmy oglądać obrazy.

Pani przewodnik oprowadzała nas po najważniejszych, jej zdaniem, obrazach w tej galerii, ponieważ w tak krótkim czasie nie bylibyśmy w stanie zobaczyć wszystkich obrazów. Przy tych obrazach, które pani przewodnik uważała za stosowne, opowiadała ciekawe historie. Świadczy to o jej zamiłowaniu do sztuki i niesamowitej wiedzy historycznej.

Nie sądziłem, że tak szybko minie czas w tej galerii, gdzie znajduje się wiele pomieszczeń, z mnóstwem obrazów, ale coraz bliżej nadchodził czas na zwiedzenie kolejnego miejsca w Dreźnie, a był nim zamek Wettynów, a dokładnie jego skarbiec. W związku z tym przeszliśmy na mały dziedziniec zamku, który przykryty jest szklaną kopułą. Tutaj znowu zostaliśmy podzieleni na grupy. Do pierwszej grupy należały osoby, które chciały zwiedzić królewski skarbiec, a do drugiej te, które chciały pochodzić po Starym Mieście.

Z żoną stwierdziliśmy, że wejdziemy zobaczyć Skarbiec Królewski (Grünes Gewölbe – pol. Zielone Sklepienie). Jeszce w takim miejscu nie byliśmy, więc pomyśleliśmy, że warto zobaczyć, co jest w środku. W związku z tym pani przewodnik poinformowała nas, że o godzinie 17 mamy znowu się spotkać na małym dziedzińcu oraz, gdzie możemy wziąć audio-przewodniki, które pomogą nam w zwiedzaniu.

Zaopatrzyliśmy się w audio guide-y i weszliśmy do skarbca, który początkowo okazał się zwykłym muzeum. A wyobrażałem sobie, że przejdziemy przez jakieś masywne drzwi. Po minięciu pierwszego pomieszczenia zobaczyliśmy niesamowite eksponaty, których w całym skarbcu było mnóstwo. Przechodząc przez kolejne pomieszczenia, mieliśmy okazję zobaczyć jeden z największych w Europie zbiorów klejnotów. Widzieliśmy eksponaty z bursztynu, srebra, kości słoniowej, złota, czy kamieni szlachetnych. Widzieliśmy rzeźby z brązu, czy monety i medaliony. Co więcej, spotkaliśmy się z dawnymi tekstyliami, czy zbroją, ale największe wrażenie na mnie zrobiły niewielkie rzeźby wykonane z kości słoniowej, co niesamowitego, ale również przerażającego, ponieważ wiele słoni straciło kły, aby ktoś mógł wykonać te dzieła sztuki.

Zbliżał się czas spotkania na małym dziedzińcu, a jeszcze chcieliśmy wejść na zamkową wieżę, aby zobaczyć Stare Miasto z góry, więc lekko zszokowani widokiem wyszliśmy ze skarbca i przez właśnie odnawiane duży dziedziniec weszliśmy na wieżę. Trzeba wspomnieć, że w 1945 roku zamek został zbombardowany i cały czas trwają prace związane z jego odbudową. Co ciekawe, dopiero w 2004 roku zamek został udostępniony zwiedzającym.

Z dosyć wysokiej zamkowej wieży mogliśmy podziwiać dużą część Drezna, ale najładniejsze widoki były najbliżej. Pierwsze, co wpadło nam w oczy, to elewacja zamku, która otacza duży dziedziniec, ponieważ znajdowały się na niej nowe malowidła przedstawiające różne postacie, herby, czy ozdoby okien. Elewacja jest połączeniem koloru białego na elementach pierwszoplanowych i szarego tła. Tylko herby na ostatnim piętrze są w oryginalnych kolorach.

Niesamowite wrażenie sprawia późnobarokowa Katedra Świętej Trójcy, znana jako Kościół Dworski (Hofkirche), która pochodzi z połowy XVIII wieku, ale podczas II Wojny Światowej została zniszczona i odbudowana w 1960 roku. Mroczny charakter nadają jej umieszczone na balustradach poczerniałe figury świętych, których jest prawie 80 sztuk.

Katedra Świętej Trójcy w Dreźnie
Katedra Świętej Trójcy w Dreźnie

Z tarasu widokowego na wieży mieliśmy piękny widok na Plac Teatralny, ogromną Operę Sempera, czy jeszcze większą architektoniczną perłę, jaką jest Zwinger. Widzieliśmy również zakola przepływającej w pobliżu Łaby, czerwone dachy odnowionych kamienic, czy wieże kościołów. Aż nie chciało się stąd schodzić, ale musieliśmy to zrobić, ponieważ zbliżała się godzina 17.

Szybko zeszliśmy z zamkowej wieży i chwilę przed 17 doszliśmy do małego dziedzińca, ale nikt na nas nie czekał mimo tego, że kilka innych osób z naszej grupy schodziło z nami. Rozeszliśmy się w poszukiwaniu grupy, ale niestety jej nie znaleźliśmy. W związku z tym pochodziliśmy chwilę po najbliższej okolicy i poszliśmy na parking przy Placu Teatralnym, aby poczekać na kierowcę autokaru.

Długo nie musieliśmy czekać. Dosłownie dwie minuty po naszym przyjściu w umówione miejsce przyjechał autokar, więc do niego weszliśmy. Niestety grupa jeszcze nie przychodziła, więc pan kierowca zaczął wydzwaniać do pani przewodnik, aby uzyskać informację, kiedy przyjdą. Niestety nie dodzwonił się, ale zaczęły schodzić się inne osoby z naszej wycieczki, a reszta grupy, na czele z panią przewodnik, zjawiła się z kilkuminutowym opóźnieniem.

Okazało się, że poszli jeszcze pospacerować po Tarasach Bruhla wzdłuż Łaby, co nas ominęło. Ominęło nas jeszcze kilka innych atrakcji, które były w planie wycieczki. No cóż, biuro Almar podczas kolejnej wycieczki pokazało, jak nie przywiązuje wagi do swojej oferty. Mimo to uważam, że fajnie spędziliśmy czas w Dreźnie. Zobaczyliśmy miejsca, w których nigdy w życiu nie byliśmy i pewnie nieprędko wejdziemy. Trzeba będzie jeszcze przyjechać do tego pięknego miasta, aby spędzić w nim więcej czasu. Może się wybierzemy w czasie trwania jarmarku bożonarodzeniowego? Mieliśmy okazję uczestniczyć w nim w Berlinie i było warto, więc w Dreźnie powinno być podobnie, a może nawet lepiej.

Około godziny 19:00 przyjechaliśmy do Szklarskiej Poręby. Tym razem wysiedliśmy w centrum, ponieważ mieliśmy jeszcze iść do jakiego lokalu na rocznicową kolację. Co prawda w Sun&Snow w tym czasie odbywała się degustacja pieczonego prosiaka, ale woleliśmy uczcić ten dzień w innym miejscu.

Już wcześniej postanowiliśmy, że w rocznicę ślubu na kolację przejdziemy się do restauracji Młyn Łukasza, myśląc, że będzie to spokojne miejsce, w którym miło spędzimy czas, słuchając szumu przepływającego obok potoku Kamieńczyka. Bliskość do wody spowodowana jest tym, że restauracja mieści się w zabytkowym młynie, którego początki sięgają 1870 roku. Budynek przykuwa oko górską architekturą, która przypomina alpejskie budynki, co również spowodowało, że wybraliśmy ten obiekt.

Młyn Łukasza w Szklarskiej Porębie
Młyn Łukasza w Szklarskiej Porębie

Kolację, a właściwie obiadokolację, chcieliśmy spędzić na powietrzy, więc usiedliśmy przy jedynym wolnym stoliku na zewnątrz. Otrzymaliśmy karty dań i rozpoczęliśmy proces szukania czegoś, co mogłoby trafić w nasze gusta. Żona wybrała ziemniaczany placek z gulaszem, a ja zupę gulaszową z mięsem z dzika. Do tego wzięliśmy czeskie piwo Svijanská Kněžna i niemieckie Pupen-Schultzes Schwarzes. Oba ciemne piwa, pochodzące z browarów z długimi tradycjami, posmakowały nam, choć niemieckie było lepsze. Jeżeli chodzi o obiad, to kucharz się postarał. Obiad bardzo nam posmakował, więc pod względem jedzenia warto odwiedzić to miejsce Natomiast gorzej z obsługą i ogólnie atmosferą panującą w tej restauracji. Niestety wcześniej nie zwróciliśmy uwagi na to, że w piątki i soboty odbywają się imprezy taneczne, więc po jakimś czasie zrobiło się głośno.

Restauracja Młyn Łukasza jest klimatycznym miejscem, gdzie można smacznie zjeść i napić się dobrego piwa. Jest też miejscem, które w piątkowe i sobotnie wieczory zamienia się w festyn, więc w spokoju nie można posiedzieć. Jest sporo osób, którym się to podoba, co widać po licznych gościach, ale nam nie, to nie nasz klimat. Trochę dziwnie wygląda dyskoteka w tak ładnym miejscu. Uważam, że w takim miejscu powinien występować regionalny zespół, który odzwierciedlałby charakter tego lokalu.

Nie posiedzieliśmy długo w restauracji. Po zjedzeniu obiadokolacji i wypiciu piwa zapłaciliśmy za zamówienie i wyszliśmy przespacerować się jeszcze po Szklarskiej Porębie. Do mieszkania wróciliśmy, gdy zrobiło się ciemno. Grzybek piwny w Sun&Snow już był nieczynny, więc nie mogliśmy posiedzieć jeszcze przy piwku. W związku z tym weszliśmy do apartamentu, gdzie posiedzieliśmy przy winku.

Przeczytaj również:

Dzień pierwszy: Stare Miasto, wyspy, Hala Stulecia i Fontanna multimedialna we Wrocławiu.

Dzień drugi: Panorama Racławicka i ogród zoologiczny we Wrocławiu.

Dzień trzeci: Zamek Książ i Szklarska Poręba.

Dzień czwarty: Zakręt Śmierci, Wielki Kamień i Jakuszyce.

Dzień piąty: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica i Wodospad Szklarki.

Dzień szósty: Zamek Stolpen, Bastei i Twierdza Königstein.

Dzień siódmy: Zapora Pilchowice, Jelenia Góra i Cieplice.

Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby.

Dzień dziewiąty: Karpacz i Śnieżka.

Dzień dziesiąty: Szrenica, Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły i Wielki Szyszak.

Dzień jedenasty: Czeska Praga i balet Carmen.

Dzień dwunasty: Chybotek i Złoty Widok w Szklarskiej Porębie.

Dzień trzynasty: Piwo w Libercu.

Dzień czternasty: Wyjazd ze Szklarskiej Poręby.

Oceń wpis
[Maks.: 1 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.