Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Dzień pierwszy: Stare Miasto, wyspy, Hala Stulecia i Fontanna multimedialna we Wrocławiu
Kategorie
Podróże

Dzień pierwszy: Stare Miasto, wyspy, Hala Stulecia i Fontanna multimedialna we Wrocławiu

Podobnie, jak w poprzednim roku, w podróż wyruszyliśmy samochodem. Po ustawieniu trasy w AutoMapie dla systemu iOS wyjechaliśmy w sobotę około godziny 10. Co prawda nawigacja była mi potrzebna tylko po dojeździe do Wrocławia, ale nie wiadomo było, czy nie stanie się coś, co będzie wymagało objazdu. W końcu dopiero co otwarta autostrada spowodowała, że niektórzy kierowcy czuli się, jak na torze wyścigowym.

Pierwszą przygodę mieliśmy już kilkadziesiąt kilometrów po wjechaniu na autostradę. O ile przed wyjazdem sprawdziłem w samochodzie, czy działają wszystkie światła, to nie sprawdziłem poziomu oleju i zapaliła się kontrolka niskiego stanu. Zrobiliśmy krótki postój na stacji paliw, gdzie zaopatrzyłem się w olej. Po małej dolewce ruszyliśmy w dalszą podróż, zatrzymując się jeszcze na MOP Guzew, gdzie napiliśmy się kawy i zjedliśmy po kanapce.

Gdy dojechaliśmy do Wrocławia, od razu ruszyliśmy w stronę hotelu, ponieważ i tak niedługo miała zacząć się doba hotelowa, więc na miasto ruszylibyśmy dopiero po wypakowaniu się. Zaparkowałem więc przy hotelu Premiere Classe, który mieści się przy ulicy Ślężnej 28 i poszliśmy odebrać klucz do pokoju.

Dlaczego wybrałem ten hotel? Ponieważ byłem zadowolony z hotelu Campanile w Bydgoszczy, a Premiere Classe należy do tej grupy hoteli. Co więcej, budynek połączony jest z hotelem Campanile Wrocław, więc miałem nadzieję, że warunki będą zbliżone, ale się przeliczyłem.

Odebranie kluczy trochę zajęło nam czasu, ponieważ była spora kolejka, a tylko jedna osoba na recepcji. Gdy odebraliśmy klucze, poszliśmy do samochodu po torby, a następnie udaliśmy się do pokoju.

Pokój był skromnie urządzony, z oknem od strony ulicy Ślężnej, na której był spory ruch, więc po otwarciu okna było dosyć głośno. Fajną sprawą był natomiast widok na najwyższy budynek we Wrocławiu, Sky Tower. Kolejnym minusem, jak do tej pory, był stan łazienki. Nie dość, że czuć było zapach papierosów, to jeszcze brodzik był zapleśniały i nie działał przycisk do spuszczania wody w sedesie. Gorzej niż w toruńskim Ibisie. Dobrze, że mieliśmy spędzić tu tylko dwie noce.

W pokoju przygotowaliśmy się na zwiedzanie uliczek Wrocławia i wyszliśmy na zewnątrz. Pierwszym miejscem, do którego poszliśmy, był wieżowiec Sky Tower. Przed dojściem do niego naszą uwagę przykuły dwa bliźniacze, wysokie budynki położone wzdłuż ulicy Powstańców Śląskich, które na szczytach mają tak jakby wieże. Budynek od strony północnej połączony jest z dwoma kolejnymi, podobnymi budynkami. Na szczycie tych wież znajdują się po 3 poziomy rur, wychodzących na zewnątrz z każdego boku. Dziwna i interesująca sprawa.

Sky Tower jest najwyższym budynkiem we Wrocławiu. Można z niego podziwiać miasto, ponieważ znajduje się w nim punkt widokowy, na który odpłatnie można wjechać. Zorientowaliśmy się, jak wygląda kwestia ceny oraz godzin otwarcia, dostaliśmy ulotkę z przydatnymi informacjami i poszliśmy dalej, z planem przyjścia tu wieczorem.

Spod wieżowca wzdłuż ulicy Powstańców Śląskich doszliśmy do estakady kolejowej o długości 620 metrów, która prowadzi od dworca Wrocław Główny w kierunku zachodnim. Budowla została wzniesiona w latach 1896-1901 i wykonana jako konstrukcja murowana z cegły. W estakadzie znajdują się lokale usługowe, ale ciężko mi wyobrazić sobie, jak można spędzać czas w takim miejscu, gdy co jakiś czas słychać łomot przejeżdżającego pociągu.

Po krótkich oględzinach estakady kolejowej, wzdłuż ulicy Świdnickiej ruszyliśmy w stronę Starego Miasta. Zatrzymaliśmy się na chwilę w lodziarni. Był upał, więc fajnie było się ochłodzić. Dalej, pomiędzy pięknymi kamienicami, doszliśmy do Placu Solnego, gdzie odbywała się impreza jednego z operatorów sieci komórkowej, więc było mnóstwo ludzi i dosyć głośno.

Poszliśmy na Rynek, ale tu było podobnie jak na Placu Solnym. Mnóstwo ludzi i niesamowicie głośno. Obeszliśmy Ratusz i zatrzymaliśmy się przez chwilę przy fontannie. Mieliśmy ochotę napić się piwa, więc zaczęliśmy szukać jakiegoś ciekawego miejsca, gdzie można by było przysiąść.

Niestety nie znaleźliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy usiąść i napić się piwa. Wszystkie lokale były wypełnione klientami, ale nie poddaliśmy się i ruszyliśmy dalej.

Krasnal Więziennik we Wrocławiu
Krasnal Więziennik we Wrocławiu

Ulicą Więzienną doszliśmy do Odry, gdzie trafiliśmy na budynek Uniwersytetu Wrocławskiego, którego historia sięga już 1702 roku. Natomiast sama budowla powstała na przełomie lat 20. i 30. XVIII wieku. Od 1945 budynek funkcjonuje jako uniwersytet polski, który swoimi tradycjami odwołuje się zarówno do niemieckich uczelni wrocławskich, jak i Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Budynek w stylu barokowym znajduje się w charakterystycznym miejscu, ponieważ w otoczeniu przepięknych kamienic oraz przepływającej dosyć blisko Odry.

Uniwersytet Wrocławski
Uniwersytet Wrocławski

Spod Uniwersytetu Wrocławskiego weszliśmy na Most Uniwersytecki, na którym znajduje się pomnik upamiętniający akcję ratowania zbiorów pobliskiej uczelni przed powodzią z 1997 roku. Stąd jest świetny widok na uniwersytet, pobliskie kamienice oraz wyspy.

Zeszliśmy z mostu i wzdłuż Odry doszliśmy do Kładki Słodowej, którą przeszliśmy na Wyspę Słodową. Tutaj znajduje się niewielki parki, na którym spędzało czas wiele osób. Zrobiliśmy sobie krótki spacer po tej wyspie i przysiedliśmy na jednej z barek gastronomicznych. Mieliśmy ochotę na zimne piwko, więc w niesamowitym miejscu, w jakim byliśmy, fajnie było na chwilę przysiąść i się odprężyć. Do piwa zamówiliśmy sobie coś do zjedzenia, żebyśmy mieli siłę dalej chodzić. O ile sobie przypominam, to zamówiliśmy hamburgery.

Siedzieliśmy tuż przy burcie, więc mieliśmy bezpośredni widok na Stare Miasto i ryby pływające w rzece. Przyjemnie było posiedzieć w takim miejscu, zrelaksować się, choć trochę irytująca była odtwarzana muzyka. W końcu były wakacje, więc taka dosyć rozrywkowa muzyka to norma w takich miejscach.

Gdy trochę odpoczęliśmy, Kładką Piaskową przeszliśmy na Bulwar Stanisława Kulczyńskiego, który znajduje się na Wyspie Piasek. Na tej wyspie znajduje się również kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, który pierwotnie jako romański kościół i klasztor prawdopodobnie został ufundowany przez Piotra Włosta i jego najbliższą rodzinę na początku XII wieku. Natomiast w XIV wieku na miejscu tej świątyni rozpoczęła się budowa nowego kościoła w stylu gotyckim, która została zainicjowana przez opata Konrada z Oleśnicy.

Świątynia przetrwała kilka pożarów i przebudowań, ale w ostatnich dniach II Wojny Światowej, a dokładnie 1 i 2 kwietnia 1945 roku została silnie zniszczona, przez co początkowo rozważana pozostawienie jej w formie trwałej ruiny. Na szczęście powoli kościół został odbudowany, a ołtarze zostały do niego sprowadzone z innych, zniszczonych kościołów.

Bulwarem Piotra Włostowica obeszliśmy kościół i Mostem Tumskim przeszliśmy na ulicę katedralną. Most Tumski jest mostem zakochanych, więc cały jest obwieszony kłódkami z inicjałami, imionami, czy dedykacjami. My również zawiesiliśmy swoją, ale dopiero następnego dnia. W końcu musieliśmy kupić kłódkę, aby można było ją powiesić 🙂

Ulica Katedralna leży w najstarszej części Wrocławia, która dawniej była wyspą, a nazywa się Ostrów Tumski. Prawdopodobnie Ostrów Tumski był zasiedlony już w IX wieku, a w kolejnym stuleciu był siedzibą pierwszych Piastów, co wskazuje, jak długo Wrocław związany jest z historią Polski. Ostrów Tumski przestał być wyspą na początku XIX wieku, kiedy zasypano odnogę Odry dzielącą wyspę od Szczytnik i Ołbina, pobliskich części miasta.

Ostrów Tumski we Wrocławiu
Ostrów Tumski we Wrocławiu

Co ciekawego znajduje się w Ostrowie Tumskim? Przede wszystkim jest to największy kompleks kościelny we Wrocławiu. Najbliżej Mostu Tumskiego znajduje się gotycki kościół kolegialny św. Krzyża i św. Bartłomieja, który położony jest w bezpośrednim sąsiedztwie dawnego zamku Piastów śląskich. Kościół powstał na przełomie XIII i XIV wieku, natomiast zamek w XII wieku. Z zamku zachowały się tylko gotycki kościół św. Marcina i fragmenty w obrębie pobliskich zabudowań.

Kościół św. Marcina w okresie pomiędzy I a II Wojną Światową odgrywał ważną funkcję, ponieważ odbywały się w nim nabożeństwa w języku polskim. Ostatnie nabożeństwo odbyło się 17 września 1939 roku. Mszę odprawił ks. Józef Sikora, a po niej w kościelnej księdze wpisał słowa:

I nie ustaniemy w walce, siłę słuszności mamy

I mocą tej słuszności wytrwamy i wygramy!

W czasie II Wojny Światowej kościół św. Marcina został zniszczony w około 80%, ale został odbudowany w latach 1957-1960. W 1983 roku Towarzystwo Miłośników Wrocławia ufundowało tablicę upamiętniającą nabożeństwa i spotkania Polaków w kościele św. Marcina. Natomiast w 1995 roku została zawieszona tablica z poniższymi słowami:

Jesteśmy Polakami

Wiara naszych ojców jest wiarą naszych dzieci

Polak Polakowi bratem

Co dzień Polak narodowi służy

Polska matką naszą, nie wolno mówić o matce źle

Kolejnym obiektem na mapie Ostrowa Tumskiego jest Pałac arcybiskupi, który pierwotnie pełnił funkcję pałacu sufraganów, czyli biskupów diecezji. W jego pobliżu znajduje się ogromna, gotycka Archikatedra św. Jana Chrzciciela. Katedra pochodzi z przełomu XIII i XIV wieku i uznawana jest za pierwszą w pełni gotycką świątynią na polskiej ziemi. Podobnie jak pozostałe świątynie i ta w czasie II Wojny Światowej uległa poważnym uszkodzeniom.

Katedra w pełni została odbudowana dopiero w 1991 roku, kiedy 14 sierpnia na wieżach ustanowiono dwa hełmy o wadze siedemnastu ton. W wieży północno-zachodniej został udostępniony taras widokowy, z którego można podziwiać Ostrów Tumski oraz okolicę. Niestety nie skorzystaliśmy z okazji, aby wjechać na ten taras, ale być może następnym razem to zrobimy. Tak, na taras można wjechać windą.

Na terenie Ostrowa Tumskiego znajdują się jeszcze największy na świecie pomnik Jana Nepomucena, Wyższe Seminarium Duchowne Archidiecezji Wrocławskiej, czy Muzeum Archidiecezjalne. Z ciekawostek można wspomnieć, że w Ostrowie Tumskim zostały nakręcone sceny do kilku odcinków serialu Stawka większa niż życie.

Z Ostrowa Tumskiego ulicą kardynała Bolesława Kominka, a następnie Szczytnicką i Marii Skłodowskiej-Curie doszliśmy do Mostu Zwierzynieckiego, skąd mieliśmy blisko do ogrodu zoologicznego oraz fontanny multimedialnej i Hali Stulecia. Przez Skwer Zbyszka Cybulskiego przeszliśmy pod Iglicę, czyli 96-metrowy stalowy maszt, który został ustawiony 3 lipca 1948 roku w związku z rozpoczynającą się w Hali Ludowej (obecnie Hala Stulecia) Wystawą Ziem Odzyskanych.

Hala Stulecia została wzniesiona w latach 1911-1913 w stylu ekspresjonistycznym. Została wybudowana z myślą o wystawach i imprezach przemysłowych, kulturalnych oraz sportowych. Podczas II Wojny Światowej nie ucierpiała zbytnio, więc od razu można było z niej korzystać. Obecnie jej rola się nie zmieniła. Została tylko unowocześniona, np. poprzez wstawienie tablic ogłoszeniowych, nagłośnienia, czy mechanizmów przesuwnych trybun oraz rozkładanych boisk.

Hala Stulecia i fontanna_multimedialna we Wrocławiu
Hala Stulecia i fontanna_multimedialna we Wrocławiu

Obok Hali Stulecia znajduje się pergola w kształcie połowy elipsy, do której się wybraliśmy. Pergola została wybudowana na początku XX wieku wokół sztucznego stawu z fontanną. Jej długość wynosi 640 metrów i liczy 750 słupów, które tworzą dwa rzędy na szczycie połączone kratą. Obecnie zamiast stawu znajduje się największa w Polsce i jedna z największych w Europie multimedialna fontanna, która działa tylko w sezonie letnim.

Wrocławska Fontanna multimedialna jest licznie odwiedzana przez mieszkańców, ale i przez turystów. Nie ma się co dziwić, ponieważ pokaz światła, dźwięku i wody, który można obejrzeć, tworzy niesamowity klimat. Mimo wielu osób, które przychodzą, można się odprężyć i odpocząć, więc dosyć sporo czasu przy niej spędziliśmy, ale musieliśmy się już zbierać, ponieważ się ściemniało, a do hotelu mieliśmy jeszcze niezły kawałek drogi.

Blisko fontanny znajduje się jeszcze Ogród Japoński, który został założony w latach 1909-1913 w obrębie obecnego Parku Szczytnickiego. Ogród powstał z udziałem japońskiego ogrodnika Araia Mankichiego na potrzeby Wystawy Ogrodniczej w 1913 roku. Po zakończeniu wystawy zostały zabrane niektóre elementy ogrodu, ale pod koniec XX wieku zostały przeprowadzone prace przywracające japoński charakter. Niestety było już za późno, żeby zajść do tego ogrodu, a szkoda, ponieważ jest co oglądać i podziwiać.

Spod fontanny ponownie przeszliśmy przez Skwer Zbyszka Cybulskiego i doszliśmy do Grobli Szczytnicko-Bartoszowickiej. Wzdłuż ogrodzenia ogrodu zoologicznego przeszliśmy do plaży nad Odrą, gdzie było pełno młodzieży, która dobrze się bawiła w ten ciepły, letni wieczór. Groblą doszliśmy do Kładki Zwierzynieckiej, którą przeszliśmy na drugą stronę rzeki i ruszyliśmy w stronę ulicy Ślężnej, do naszego hotelu.

W planach mieliśmy jeszcze wjechać na taras widokowy w Sky Tower, ale było już późno i byliśmy zmęczeni, więc sobie darowaliśmy. Wracając do hotelu, zaszliśmy tylko do sklepu, aby zrobić małe zakupy na śniadanie.

Po drodze do hotelu minęliśmy ogromną stację kolejową, Wrocław Główny. Budynek dworca został zaprojektowany przez Wilhelma Grapowa. Jego budowę rozpoczęto późnym latem 1985 roku, a ukończono wczesną jesienią 1857 roku. Jest to jeden z nielicznych w Polsce dworców kolejowych, który posiada halę peronową połączoną z budynkiem dworca. Z zewnątrz dworzec wygląda niesamowicie, ale z braku sił do środka już nie wchodziliśmy, przeszliśmy tylko wzdłuż jego frontu.

Było już po 22, gdy dotarliśmy do pokoju, więc umyliśmy się i mieliśmy już kłaść się spać. Niestety pojawił się kolejny problem, który dokuczał nam w hotelu Premiere Classe. Tym problemem była ciągle działająca klimatyzacja, która buczała. Co prawda na ścianie dostępny był panel do sterowania urządzeniem, ale nie działała opcja jego wyłączenia.

Znalazłem sposób na wyłączenie klimatyzacji, ale to powodowało kolejny problem. W celu wyłączenia klimatyzatora na panelu trzeba było go wyłączyć i dodatkowo otworzyć okno. Rewelacja! Z tym że okno było od ruchliwej ulicy, więc po jego otworzeniu dobiegał hałas przejeżdżających pojazdów. I jak tu spać?

Zszedłem do recepcji, aby zapytać się, czy można wyłączyć klimatyzację bez otwierania okna. Musiałem trochę poczekać, ponieważ jeszcze o tak później porze była kolejka do recepcji. W końcu była moja kolej, więc przedstawiłem problem. Niestety jedyną informacją, jaką uzyskałem, było to, że w weekendy technicy nie pracują, więc dopiero w poniedziałek ktoś będzie mógł sprawdzić urządzenie.

No cóż. Szkoda. Jakoś trzeba było przemęczyć się te dwie noce w tym hotelu, którego nikomu nie polecam. Poszedłem do pokoju i wskoczyłem do łóżka. Musieliśmy być bardzo zmęczeni, że pomimo buczenia klimatyzatora od razu po zamknięciu oczu udało się nam zasnąć.

Przeczytaj również:

Dzień drugi: Panorama Racławicka i ogród zoologiczny we Wrocławiu.

Dzień trzeci: Zamek Książ i Szklarska Poręba.

Dzień czwarty: Zakręt Śmierci, Wielki Kamień i Jakuszyce.

Dzień piąty: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica i Wodospad Szklarki.

Dzień szósty: Zamek Stolpen, Bastei i Twierdza Königstein.

Dzień siódmy: Zapora Pilchowice, Jelenia Góra i Cieplice.

Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby.

Dzień dziewiąty: Karpacz i Śnieżka.

Dzień dziesiąty: Szrenica, Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły i Wielki Szyszak.

Dzień jedenasty: Czeska Praga i balet Carmen.

Dzień dwunasty: Chybotek i Złoty Widok w Szklarskiej Porębie.

Dzień trzynasty: Piwo w Libercu.

Dzień czternasty: Wyjazd ze Szklarskiej Poręby.

Oceń wpis
[Maks.: 1 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.