Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Krótki wyjazd do Krakowa
Kategorie
Podróże

Krótki wyjazd do Krakowa

Jednym z miast, którego do tej pory nie miałem okazji zwiedzić, a które ma ogromne znaczenie w polskiej historii, jest Kraków. Miasto, które już od wczesnoszkolnych wycieczek widziałem tylko z okna pociągu, autobusu, czy samochodu. Wyjątkiem był krótki spacer po Wawelu w 2010 r. Wtedy wraz z kolegą ze studiów oraz naszymi przyszłymi żonami wracaliśmy z Zakopanego i zajechaliśmy do Krakowa zobaczyć sarkofag pary prezydenckiej.

Wyjazd do Krakowa miał miejsce na przełomie maja i czerwca 2018 r., czyli przed wycieczką do Płocka, o której pisałem we wpisie „Wiosenny wyjazd do Płocka”. Poza rezerwacją noclegu kupiliśmy jedynie wejściówki do kopalni soli w Wieliczce. Innych atrakcji nie mieliśmy zaplanowanych. Nie chciało mi się tego robić.

Spis treści:

1 dzień – przyjazd do Krakowa

W słoneczny poranek 31 maja wyjechaliśmy samochodem do Krakowa. Większość drogi przebiegła bez problemu z wyjątkiem przejazdu przez zakorkowany Radom. Nie było jeszcze wtedy otwartej obwodnicy, a roboty drogowe zwiększały zatory drogowe. Podobne utrudnienia spotkały nas na wjeździe do Krakowa, gdzie poza dużym ruchem padła mi bateria w Nexusie 5, którego używałem do nawigacji. Na szczęście udało się dojechać do hotelu.

Gdzie zarezerwowaliśmy nocleg? Spośród bogatej oferty hotelowej najrozsądniejszym miejscem wydawał mi się hotel Sodispar, który znajduje się na ulicy Lubelskiej 12. Odpowiadała mi cena i niezbyt długa droga do Starego Miasta, którą można było skrócić, wsiadając do tramwaju. Do tego możliwość zaparkowania samochodu poza Strefą Płatnego Parkowania.

Pokój, który nam przypadł w hotelu Sodispar, nie był zbyt duży, ale za to czysty i dobrze wyposażony. Był również dosyć dobrze wygłuszony, więc za bardzo nie było słychać odgłosów z zewnątrz. Dobrze wspominam pobyt w tym miejscu i mogę je polecić zainteresowanym pobytem w Krakowie.

https://www.instagram.com/p/BjcVf7SFx62/?utm_source=ig_web_copy_link

Po zakwaterowaniu się chwilę odpoczęliśmy po długiej podróży, napiliśmy się kawy, przekąsiliśmy po kanapce i ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Najważniejszym punktem, do którego chcieliśmy dotrzeć, było Stare Miasto. W związku z tym doszliśmy do ulicy Mazowieckiej, przeszliśmy przez aleję Juliusza Słowackiego i dalej szliśmy prosto, wzdłuż ulicy Krowoderskiej. Tutaj, idąc pomiędzy starymi kamienicami i współczesnymi blokami w oczy wpadł nam mural „Are You Ready”, który zdobi elewację budynku przy ulicy Oskara Kolberga 11. Mural stworzony przez Olafa Ciruta przedstawia ratowników, którzy wyciągają ludzi ze zgliszczy.

Zanim weszliśmy między mury kamienic na Starym Mieście, minęliśmy Planty, czyli taki park, który otacza starówkę. Przyjemne miejsce do schowania się przed słońcem, mimo sporej liczby turystów. Gorzej jest wieczorem ze względu na obecność imprezowiczów, bezdomnych i żuli.

Krakowskie Sukiennice
Krakowskie sukiennice

W końcu dotarliśmy do Rynku Głównego, chyba najbardziej zatłoczonego miejsca w Krakowie, które prawie każdy zna z opowieści lub zdjęć. Miejsca, które jest znane przede wszystkim z sukiennic, w których znajdują się kramy z biżuterią czy pamiątkami. W sukiennicach znajduje się również Galeria Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku oraz Podziemia Rynku Głównego.

Do podziemi planowaliśmy się udać, ale okazało się, że dostępne są tylko pojedyncze wolne miejsca, więc osobno nie chcieliśmy zwiedzać tego miejsca. Zwiedziliśmy dwa miesiące później, ale o tym kiedy indziej.

Krakowskie sukiennice i kościół Mariacki
Krakowskie sukiennice i kościół Mariacki

Ważnym i znanym obiektem na Rynku Głównym jest kościół Mariacki. Ten gotycki kościół budowany był w XIV i XV wieku i przez te kilka stuleci był świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Z jednej z wież co godzinę odgrywany jest Hejnał mariacki, znany przede wszystkim słuchaczom Programu I Polskiego Radia.

Kraków - kościół Mariacki
Kościół Mariacki

Na Rynku Głównym znajdują się również zabytkowa baszta, kościół św. Wojciecha, pomniki i tablice pamiątkowe np. Adama Mickiewicza czy tablica upamiętniająca Hołd Pruski. Rynek otoczony jest pięknymi kamienicami, w których znajdują się przede wszystkim punkty gastronomiczne.

Obeszliśmy Rynek Główny, próbując w tłumie zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc. Zasięgnęliśmy informacji na temat zwiedzania podziemi rynku. Następnie weszliśmy w ulicę Grodzką, którą zaczęliśmy kierować się w stronę Wawelu.

Idąc ulicą Grodzką, z ciekawszych miejsc minęliśmy kościół św. Piotra i Pawła, kościół św. Andrzeja, czy ceglany kościół św. Idziego. Po przejściu Grodzkiej przeszliśmy przez ulicę św. Idziego i weszliśmy w Bernardyńską.

Nie wchodziliśmy na Wawel. Nie chciało nam się. Na teren zamku szło zbyt dużo ludzi. Poszliśmy nad Wisłę, ale po drodze zatrzymaliśmy się przy Smoczej Jamie i smoku wawelskim.

Nad Wisłą chwilę posiedzieliśmy, ale tak patrząc na statki i gondole kursujące po rzece, postanowiliśmy się przepłynąć. Kupiliśmy bilety, weszliśmy na statek i … i sporo czasu się zeszło, zanim zebrało się tle osób, abyśmy mogli ruszyć przed siebie.

Czy wycieczka się udała? W sumie tak. Fajnie wyglądał Wawel, od którego się oddalaliśmy, klasztor norbertanek, przy którym zawracaliśmy, płynąc w dół Wisły i klasztor paulinów, przy którym zawracaliśmy w górze rzeki. Przyjemność z rejsu była tylko zakłócona przez długie oczekiwanie i smród spalanej ropy. Przyjemniej pewnie by było, płynąc gondolą.

Kraków - klasztor Sióstr Norbertanek
Klasztor Sióstr Norbertanek

Gdy rejs się skończył i opuściliśmy statek, ruszyliśmy wzdłuż Wisły, bulwarem Inflanckim, w stronę kładki Ojca Bernatka. Zanim doszliśmy do kładki, zrobiliśmy sobie przerwę, siadając nad Wisłą na wysokości ulicy Wietora. Przyjemnie było tak posiedzieć, popatrzeć na wodę i w spokoju pobyć ze sobą.

Przerwa się skończyła i ruszyliśmy dalej spacerować. Doszliśmy do kładki Ojca Bernatka, która łączy krakowski Kazimierz z Podgórzem. Kładka ma formę stalowego łuku, do którego podwieszone są dwa pomosty. Jeden dla pieszych, a drugi dla rowerzystów, choć wiele osób nie zwraca na to uwagi i wchodzi na ścieżkę rowerową. Pomiędzy łukiem a pomostami zawieszone są figury akrobatów, co wyróżnia tę kładkę.

Kraków - kładka Ojca Bernatka
Kładka Ojca Bernatka

Kładka Ojca Bernatka stała się mostem miłości, co można zobaczyć po licznej ilości zawieszonych kłódek, w tym chyba najpopularniejszej z napisem „TEDE + PEJA”. Ta kłódka, o ile dobrze rozczytałem, oryginalnie miała napis „Kubunia i Magda”, ale ten został nadpisany korektorem.

Chwilę zajęło nam przejście przez kładkę, ale gdy postawiliśmy nogi na Podgórzu, weszliśmy w ulicę Kazimierza Brodzińskiego, którą doszliśmy do Rynku Podgórskiego. Tutaj największą ozdobą jest kościół św. Józefa, który był budowany w latach 1905-1909 według projektu Jana Sas-Zubrzyckiego. Ten piękny, neogotycki kościół usytuowany jest na północnym stoku Krzemionek Podgórskich. Polecam dopisanie go do listy obiektów, które warto zobaczyć w Krakowie.

Kraków - kościół św. Józefa
Kościół św. Józefa

Chwilę pochodziliśmy po Rynku Podgórskim, a następnie weszliśmy w ulicę Bolesława Limanowskiego i Węgierską, którą po zachodniej stronie zdobią odnowione kamienice, a po wschodniej szpecą baraki. Nie wygląda to ciekawie.

Ulicą Józefińską ruszyliśmy w stronę kładki Ojca Bernatka, ale po drodze minęliśmy świetny mural włoskiego artysty Blu, który znajduje się na elewacji budynku pod numerem 3. „Never Follow” przedstawia ogromną rękę, trzymającą megafon w papieskiej kolorystyce z herbem Watykanu. Pod megafonem znajduje się tłum ludzi, patrzących na ten megafon.

Przechodząc obok pomnika Juliusza Leo, prezydenta Krakowa zmarłego w 1918 roku, doszliśmy do kładki, którą przedostaliśmy się na drugą stronę Wisły. Tam weszliśmy do gruzińskiej restauracji „Chinkalnia”, prowadzonej przez Ukraińców. Skosztowaliśmy smaczne chaczapuri, wypiliśmy zimne, ukraińskie piwo. Ja ciemnego Obołonia, a moja żona jasnego.

Krakowskie Podgórze
Krakowskie Podgórze

Z gruzińskiej restauracji ruszyliśmy w stronę Starego Miasta. Po drodze minęliśmy piękny gmach szpitala Zakonu Bonifratrów z XVII wieku. Następnie ulicą Bonifraterską doszliśmy do placu Wolnica, na którym znajduje się ratusz kazimierski. Jego historia sięga XV wieku.

Idąc w stronę Starego Miasta, szukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy jeszcze posiedzieć i napić się piwa. Minęliśmy kilka takich miejsc, więc po krótkim spacerze w okolicach Wawelu wybraliśmy, gdzie pójdziemy.

Zamek Królewski w Krakowie
Zamek Królewski

Wybraliśmy się do BroPub, który jest lokalem należącym do browaru Brokreacja. Przyjemne miejsce, odcięte od ulicy, w którym można delektować się świetnym piwem i wrzucić coś na ząb. Gorąco polecam ten lokal.

Wieczór zakończyliśmy, krótkim spacerem po Starym Mieście, gdzie poznaliśmy kulturę turystów przybyłych z Wielkiej Brytanii. Właściwie to brak kultury. Jeszcze w żadnym mieście nie spotkałem się z takim chamstwem. Najgorsze jest to, że nikt nic z tym nie robi, a szkoda.

2 dzień – Wieliczka

Na drugi dzień naszej wizyty w Krakowie, zarezerwowane mieliśmy bilety do Kopalni Soli „Wieliczka”. Wstaliśmy rano, aby się nie spóźnić. Przygotowaliśmy się do wycieczki i samochodem ruszyliśmy do Wieliczki, do której szybko dojechaliśmy.

Wieliczka - Jedna z komór
Jedna z komór

Do kopalni weszliśmy grupą wraz z przewodnikiem. Pierwsze wow było chwilę po ruszeniu do kopalni, gdy musieliśmy zejść po drewnianych schodach ponad 100 metrów. Dalej niesamowite wrażenie robiły kolejne sale i komory połączone licznymi korytarzami oraz podziemne jeziora, dekoracje sal i wyposażenie. Nie będę szczegółowo opisywał tego miejsce. Je po prostu samemu trzeba zobaczyć.

Wieliczka - figury z soli
Figury z soli

Najbardziej zaskoczyła mnie kaplica św. Kingi. Majestatyczna sala, która jest najbardziej znanym miejscem w kopalni. Prawie wszystkie elementy wykonane z soli. Piękna sprawa, choć na zdjęciach wygląda na większą, niż jest w rzeczywistości.

Wieliczka - kaplica św. Kingi
Kaplica św. Kingi

Jedna rzecz bardzo irytowała mnie podczas zwiedzania kopani soli. Było nią nastawienie na masową turystykę. Nie można było przejść spokojnie przez daną salę, tylko trzeba było się śpieszyć, ponieważ następna grupa deptała już po palcach. Przez to nie wszystko udało się zobaczyć i usłyszeć od przewodnika. Mimo tego i tak warto tam pojechać, aby zobaczyć te niesamowite rzeczy, które zostały stworzone przez górników.

Wieliczka - grota Józefa Piłsudskiego
Grota Józefa Piłsudskiego

Do Krakowa wróciliśmy po południu i pierwsze co zrobiliśmy, to zajechaliśmy do Galerii Krakowskiej na małe zakupy. Stąd pojechaliśmy do pokoju zjeść obiad i trochę odpocząć.

Późnym popołudniem wyszliśmy na spacer na Stare Miasto, ale tym razem, zanim tam doszliśmy, skierowaliśmy się Aleją Adama Mickiewicza w stronę Wisły. Przeszliśmy przez park Krakowski. Minęliśmy Akademię Górniczo-Hutniczą, Uniwersytet Jagieloński, muzeum Narodowe i wiele innych ciekawych miejsc.

Wawel
Wawel

W końcu dotarliśmy do mostu Dębnickiego, skąd roztacza się piękna panorama na Wawel. Niestety długo tutaj nie zagościliśmy, ponieważ zaczęło kropić. Na szczęście widząc wcześniej ciemne chmury, zabraliśmy ze sobą parasol, ale ten w pewnym momencie przestał nas chronić ze względu na dużą ulewę. Schowaliśmy się więc we wnęce jednej z kamienic przy ulicy Powiśle, ale zanim tam dobiegliśmy, minęliśmy starszym panów, grających w tę ulewę w szachy, trzymając parasole w dłoniach. Niezapomniany widok.

Krakowskie Sukiennice
Sukiennice

Gdy minęła największa ulewa, aż do wieczora jeszcze kropiło, więc pospacerowaliśmy trochę z parasolem w ręku, szukając miejsca na kolację. Przeszliśmy trochę i za bardzo nic nam nie wpadło w oczy. W końcu trafiliśmy na Nova Resto Bar, restaurację znajdującą się przy Estery 18. Weszliśmy tam, ponieważ znowu mocniej zaczęło padać, a poza tym mieli wolny stolik.

Czy wybór był słuszny? Nie do końca. Jedzenie smaczne i miła obsługa, ale nie pasował mi klimat tam panujący. Te achy i ochy nie są dla mnie. W związku z tym, gdy zjedliśmy i wypiliśmy piwko, od razu się stamtąd ulotniliśmy. W szczególności, że przestało padać i chmury odsłoniły gwiazdy na niebie, a o tych z Novej szybko zapomniałem.

Krakowskie Sukiennice nocą
Sukiennice nocą

Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po Starym Mieście i późnym wieczorem wróciliśmy do hotelu. Następnego dnia czekał na nas kolejny wypad. Tym razem nieplanowany.

Krakowskie Sukiennice nocą
Sukiennice nocą

3 dzień – zapomniany Kopiec Kościuszki

Trzeciego dnia naszej wycieczki do Krakowa nie obudziliśmy się jakoś wcześnie rano. Wstaliśmy, gdy się wyspaliśmy. Nie mieliśmy planu na wyjście, więc dopiero przy śniadaniu zaczęliśmy o tym rozmawiać i ustaliliśmy, że wybierzemy się na Kopiec Kościuszki, do którego mieliśmy niezły kawałek drogi, prawie 5 kilometrów.

Ruszając do kopca, najpierw ulicą Mazowiecką doszliśmy do Alei Juliusza Słowackiego. Po dojściu do Alei Adama Mickiewicza weszliśmy do parku Krakowskiego, w którym odbywał się jakiś festyn. Spokojnie przeszliśmy przez park i po dojściu do ulicy Czarnowiejskiej skręciliśmy w prawo. Minęliśmy Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej i weszliśmy na teren akademii.

Mijając kolejne budynki kompleksu AGH, doszliśmy do ulicy Władysława Reymonta, przez którą przeszliśmy na drugą stronę. Tutaj, przed wejściem do parku Jordana, wyciągnąłem z torby aparat fotograficzny, aby porobić zdjęcia. Okazało się, że nie będę mógł użyć aparatu, ponieważ obie baterie, które posiadam, zostawiłem w pokoju. Ładowałem je w nocy i rano nie spakowałem do torby. Peszek.

Park Jordana znajduje się na sporym terenie, a jego charakterystycznymi elementami są popiersi wielkich Polaków. Między innymi można zobaczyć popiersia Fryderyka Chopina, Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Kościuszki, czy Adama Mickiewicza. Warto było przejść przez ten park.

Po wyjściu z parku Jordana naszym oczom ukazały się Błonia Krakowskie, wielkie pole, na którym Jan Paweł II odprawiał msze podczas swoich pielgrzymek do Polski. Ostatnia taka msza odbyła się 18.08.2002 r.

Przeszliśmy Błonia i doszliśmy do Alei marsz. Ferdynanda Focha. Idąc tą ulicą, przeszliśmy przez mostek nad Rudawą i doszliśmy do przedłużenia Alei Focha, ulicy Królowej Jadwigi. Tutaj było widać, że znajdujemy się w dzielnicy willowej Krakowa.

Z ulicy Królowej Jadwigi weszliśmy w ulicę Vlastimila Hofmana. Tutaj droga prowadziła już trochę pod górę, ale to i tak dalej był spacerek. Gdy skończył się asfalt, weszliśmy w parkową alejkę, która nosi imię Mieczysława Małeckiego. Tą, zniszczoną już alejką, mijając bramę przy wartowni Fortu 2 Kościuszko, doszliśmy do samego fortu.

Nie wiedzieliśmy, gdzie jest główne wejście, więc zaczęliśmy iść chodnikiem wzdłuż wschodniej ściany fortu. Doszliśmy w końcu do wąskiego przejścia, którym po schodach dostaliśmy się na teren fortu, a oczom naszym ukazał się znany z lekcji historii Kopiec Kościuszki.

Kraków - Kopiec Kościuszki
Kopiec Kościuszki

Spacer po fortyfikacji zaczęliśmy od szukania wejścia na kopiec i w końcu trafiliśmy do kasy biletowej. Kupiliśmy bilety, które umożliwiały wejście zarówna na kopiec, jak i również do muzeum. Następnie skierowaliśmy się do kaplicy św. Bronisławy, za którą jest wejście na kopiec. Po okazaniu biletów weszliśmy po schodach na fortyfikację, skąd ścieżką ruszyliśmy na szczyt.

Widok z kopca był ciekawy, ale nie robił wielkiego wrażenia. Z jednej strony otoczony ciekawą fortyfikacją, a z drugiej trochę zaniedbany, co drażniło. Podobnie było po wejściu do muzeum, ale o tym zaraz.

Tego dnia było upalnie, więc burza była gwarantowana. Nie musieliśmy długo na nią czekać, ponieważ będąc na kopcu, było widać, jak się zbliża. Dlatego też powoli zeszliśmy ze szczytu i weszliśmy do kawiarni, która znajduje się nad muzeum. Tutaj przeczekaliśmy burzę, popijając kawę.

Następnie weszliśmy do muzeum, które poza wystawą związaną z samym kopcem, typu sprzęt wojskowy, dokumenty, zdjęcia, czy nawet okopy, zawiera woskowe modele znanych Polaków. Ciekawa wystawa, choć w wielu miejscach eksponaty pamiętają jeszcze lata 80., może 90.

Z jednej strony fajne miejsce do obcowania z historią. Można dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Poznać miejsce, znane z książek. Z drugiej zaś strony przydałoby się trochę więcej nowoczesności. Widać, że brakuje na to środków, choć i tak osoby odpowiedzialne za ten obiekt się starają.

Na pewno sytuację polepszyłoby spopularyzowanie tego miejsca. Więcej turystów, to większy zarobek i możliwość rozwoju. A tu, mimo soboty było tylko kilka osób. Aż dziwne, że Kopiec Kościuszki jest pomijany podczas wycieczek do Krakowa. Chyba że akurat my trafiliśmy na taki dzień.

Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy w forcie, był taras przy kawiarni Panorama Cafe. Długo tutaj nie zagościliśmy, ponieważ znowu zaczęło kropić. Nie zwiedziliśmy również innych dostępnych miejsc fortu, tylko z parasolem w ręku ruszyliśmy w stronę centrum Krakowa.

Droga do centrum miasta wyglądała inaczej. Ruszyliśmy prosto aleją Jerzego Waszyngtona, którą doszliśmy do ulicy św. Bronisławy, a następnie gen. Tadeusza Kościuszki. Ulica św. Bronisławy łączy się z Kościuszki na wysokości okazałego klasztoru Sióstr Norbertanek. Ten klasztor widzieliśmy pierwszego dnia naszej wizyty podczas rejsu po Wiśle.

Idąc wzdłuż ulicy gen. Tadeusza Kościuszki, minęliśmy ulicę Senatorską i przeszliśmy na drugą stronę. Następnie weszliśmy w ulicę Flisacką i zaraz pojawiliśmy się na Bulwarze Rodła nad Wisłą. Przeszliśmy podobną drogę wzdłuż Wisły, którą odbyliśmy podczas rejsu sprzed kilku dni. Po dojściu do Bulwaru Czerwieńskiego podeszliśmy pod pomnik Polski Walczącej, a następnie weszliśmy pomiędzy kamienice na Nowym Świecie.

Z Nowego Światu przez południową cześć Starego Miasta i Stradom przeszliśmy na Kazimierz. Tutaj znowu zaczęliśmy szukać jakiegoś lokalu, w którym moglibyśmy zjeść obiad. Weszliśmy do Krakoskiej na ulicy św. Sebastiana. To był dobry wybór. Pyszne jedzenie, świetna obsługa i miła atmosfera. Polecam! Co więcej, uprzejmy kelner poinformował nas, że wieczorem odbędzie się parada smoków na Wiśle, na który warto się wybrać, co też uczyniliśmy.

https://www.instagram.com/p/BltJOThFKEN/?utm_source=ig_web_copy_link

Najedzeni po obiedzie w Krakoskiej ruszyliśmy w kierunku hotelu, aby przygotować się na wieczorne widowisko. Oczywiście nie obeszło się od zajścia na Wawel, po którym trochę pospacerowaliśmy, więc nasza podróż do hotelu trochę trwała.

Przygotowani na wieczór, poszliśmy na przystanek tramwajowy, aby szybciej dotrzeć pod Wawel. Znowu! Tym razem nie planowaliśmy zwiedzać, tylko wypić piwko przed paradą smoków. Wybór lokalu był prosty, Ponownie zagościliśmy w BroPubie na ulicy Stradomskiej.

Chwilę przed rozpoczęciem się widowiska, dokończyliśmy piwko i poszliśmy nad zakole Wisły przy Wawelu, gdzie miała odbywać się parada. Już przed dojściem do Wawelu widać było, w jakiej ilości ludzie się schodzą, ale to, co zobaczyliśmy po dojściu na Powiśle, zszokowało nas. Dawno nie widziałem takiej masy widzów. Trudno było znaleźć odpowiednie miejsce, by coś zobaczyć, ale się udało.

Kraków - Parada Smoków
Parada Smoków

Parada smoków na Wiśle, której towarzyszyły muzyka, fajerwerki i światło było niesamowitym doświadczeniem. Byłem już na wielu podobnych spektaklach, ale czegoś takiego nie widziałem. Fakt, były wpadki jak odchylona głowa smoka do tyłu, ale samo zgranie przenikającej przez ciało muzyki, świateł i fajerwerków to coś niezwykłego. Do tego gwiazdy wieczoru, czyli ogromne balony w kształcie smoków, które prowadzone były przez płynące barki. Niezapomniane widowisko, o którym do tej pory nie słyszałem.

Kraków - Parada Smoków
Parada Smoków

Widowisko zakończyło się po kilkudziesięciu minutach. Większość widzów się rozeszła, ale część pozostała na bulwarze. My przeczekaliśmy powrót i sami ruszyliśmy dalej. Właściwie to wróciliśmy do poprzedniego miejsca, BroPubu, na ostatnie piwko podczas naszego wyjazdu do Krakowa.

Kraków - Wawel nocą
Wawel nocą

W ten oto przyjemny sposób prawie zakończyliśmy nasze zwiedzanie Krakowa. Pozostało tylko wrócić do hotelu i pójść spać, aby rano opuścić dawną stolicę Polski. Jednak zanim wróciliśmy do pokoju, ostatni raz przespacerowaliśmy się po Starym Mieście.

4 dzień – Ojców

Ostatniego dnia naszej wycieczki wstaliśmy rano, aby oddać pokój przed czasem. Zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i po zostawieniu klucza w recepcji samochodem ruszyliśmy w stronę domu. Jednak zanim wyjechaliśmy z Krakowa, wpadliśmy na pomysł, żeby naszą podróż jeszcze przedłużyć. Pojechaliśmy do Ojcowa zobaczyć ruiny zamku z XIV w..

Do Ojcowa dojechaliśmy od strony miejscowości Skała i samochód zostawiliśmy na parkingu przy kaplicy „Na Wodzie”. Później okazało się, że bliżej ruin Zamku Kazimierzowskiego był inny parking.

Ojców - Kaplica Na wodzie
Kaplica Na wodzie

Spacerkiem wzdłuż Prądnika doszliśmy do części turystycznej Ojcowa. Zrobiliśmy tu mały rekonesans i ruszyliśmy w stronę ruin zamku. Dojście do ruin najpierw przebiegało po płaskiej ścieżce, następnie schodami na wzgórze, na którym znajdują pozostałości zamku i znowu po ścieżce, mijając filary zniszczonego mostu, aż do bramy wjazdowej.

Zamek w Ojcowie
Zamek w Ojcowie

Okazało się, że trwa remont bramy wjazdowej, jednej z najbardziej znanych bram w polskich filmach. Przez to na żywo nie zobaczyliśmy jej w całej okazałości. Szkoda, ponieważ na zdjęciach i filmach fajnie wyglądało to przedłużenie skalnej ściany.

Dolina Prądnika
Dolina Prądnika

Po zakupie biletu i wejściu na teren zamku również trochę się zawiedliśmy. Pełno krzaków. Niektóre ruiny odgrodzone taśmą, aby do nich nie podchodzić. Nie wyglądało to ciekawie. Plusem za to był widok na Dolinę Prądnika, po wejściu na odnowioną wieżę. Ten widok zachęcił nas do przyjechania tu ponownie i pospacerowania po dolinie.

Spod zamku w Ojcowie pojechaliśmy do Piaskowej Skały zobaczyć Maczugę Herkulesa i zamek. Te dwa obiekty dosłownie tylko zobaczyliśmy i to z daleka. Nie chciało mi się do nich podchodzić. Zostawiliśmy ich oględziny na następny raz. W końcu postanowiliśmy, że jeszcze tu wrócimy. Oby.

Kolejnym punktem na mapie, który chcieliśmy zobaczyć w drodze powrotnej, był zamek w Ogrodzieńcu. Miejsce również znane ze zdjęć i filmów.

Po dojechaniu na miejsce zaparkowaliśmy na płatnym parkingu i delikatnie pod górę, ulicą Zamkową, wzdłuż licznych stoisk z bibelotami, ręcznymi wyrobami i punktami gastronomicznymi doszliśmy do kasy. Nie było jakieś dużej kolejki, ale zanim się zastanowiliśmy, czy wchodzimy, zaczęło kropić, więc szybko zeszliśmy, aby schować się przed deszczem, który nie przyszedł. Tylko pokropiło.

Weszliśmy do Karczmy Jurajskiej na rogu Zamkowej i Krakowskiej. Tu znaleźliśmy wolny stolik i zjedliśmy nawet smaczny obiad. Widać, że to restauracja nastawiona na turystykę, ale źle nie było. Najedliśmy się.

Z Ogrodzieńca pojechaliśmy bezpośrednio do domu. Zatrzymaliśmy się tylko za Radomskiem, aby zatankować samochód i chwilę odpocząć.

Udał się nam ten wyjazd do Krakowa. Zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc i wiele zapisaliśmy na listę do zobaczenia. Niektórymi miejscami jesteśmy zachwyceni, stanem innych zasmuceni, a jeszcze innymi zawiedzeni. Spróbowaliśmy dobrych piw i smacznych lokalnych specjałów.

Zobaczyliśmy również, że niestety krakowskim Starym Miastem rządzą turyści z Wielkiej Brytanii. Nigdzie jeszcze nie spotkałem się z tak niekulturalnymi turystami. Szkoda, że służby miejskie się nimi nie zajmują, ponieważ przez to miasto traci swój urok. Wieczorami trzeba uważać, aby nie wejść w kałużę zostawioną przed chwilą przez jakiegoś Brytyjczyka. Trzeba również zwracać uwagę na agresywnych turystów, którzy nie wiadomo, czy zaraz do kogoś się nie przyczepią.

Pomimo pewnych niedogodności warto robić wypady do Krakowa. Nawet tylko weekendowe. Wyjazd do Krakowa mimo że był pierwszy, to nie ostatni, ale o tym innym razem.

Oceń wpis
[Maks.: 4 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.