Wiosenny wyjazd do Płocka

W lutym 2017 roku z żoną udaliśmy się na weekendowy wyjazd do Płocka, o czym pisałem w artykule „Zimowy wyjazd do Płocka”. Mimo zimna wycieczka się udała, a Płock na tyle się nam spodobał, że postanowiliśmy przyjechać do niego, gdy będzie ciepło. W cieple dni przyjemniej się spaceruje.

Widok z mostu im. Legionów marsz. Józefa Piłsudskiego
Widok z mostu im. Legionów marsz. Józefa Piłsudskiego

Minęła wiosna, przyszło lato, a my nie pojawiliśmy się w Płocku. Mimo niezbyt dużej odległości nie mieliśmy czasu na wyjazd. Dopiero gdy przyszła kolejna wiosna sytuacja się zmieniła. Podczas spotkania ze znajomymi uzgodniliśmy, że razem pojedziemy na nockę do Płocka. Zostało tylko ustalić miejsce noclegu.

Wyszukaliśmy kilka miejsc, w których były wolne pokoje 9 czerwca. Z tych miejsc po konsultacji wybraliśmy apartament City, który mieści się przy ulicy Andrzeja Drętkiewicza, czyli spory kawałek od starego miasta. Zarezerwowałem nocleg i zaczęliśmy oczekiwać dnia naszego wyjazdu.

Początkowo mieliśmy jechać razem, ale nasi znajomi postanowili wyjechać dzień wcześniej na wycieczkę do Torunia. Uzgodniliśmy więc godzinę, o której spotkamy się pod apartamentem, aby odebrać pokój przed wspólnym zwiedzaniem miasta.

Przyszedł dzień naszego wyjazdu, więc w miarę wcześnie ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy być wcześniej, aby trochę pochodzić po starym mieście.

Tym razem AutoMapa zasugerowała trasę drogą wojewódzką numer 580, czyli przez Leszno, Kampinos i Żelazową Wolę, a następnie drogami 705 i 575 do drogi krajowej numer 50. Jeszcze nie jechałem tymi drogami, więc ruszyłem zgodnie z propozycją i było warto. Ciekawe widoki, a do tego dzięki tej trasie znalazłem kolejne miejsce na wyjazd na kajaki.

Po dojechaniu do drogi krajowej numer 50 skręciliśmy w stronę Wyszogrodu, a tu na rondzie ruszyliśmy drogą 62 w stronę Płocka. Dalsza podróż szybko minęła aż do Płocka. Dopiero po dojechaniu do tego miasta trzeba było postać w korku. Na szczęście tragicznie nie było, więc z krótkim opóźnieniem zaparkowałem przy placu Obrońców Warszawy i wyszliśmy na spacer.

Pomnik upamiętniający Bronisława Broniewskiego
Pomnik upamiętniający Bronisława Broniewskiego w Płocku

Przeszliśmy przez Plac Obrońców Warszawy, mijając pomnik upamiętniający Bronisława Broniewskiego, o którym pisałem we wpisie „Zimowy wyjazd do Płocka”, i doszliśmy do parku Żupy Solne. Chcieliśmy przejść przez park do bulwarów, ale okazało się, że jeszcze są remontowane i nie ma do nich dostępu. Całe bulwary przy starym mieście były ogrodzone. Szkoda, ponieważ w ten upalny dzień fajnie by było na nich posiedzieć.

Molo w Płocku
Molo

Ruszyliśmy więc w stronę Wzgórza Tumskiego, na którym minęliśmy bazylikę katedralną oraz zamek książąt mazowieckich, przy którym młoda para miała sesję fotograficzną. Sami zrobiliśmy kilka zdjęć i przeszliśmy na Wzgórze Sieciecha, skąd roztacza się piękna panorama na Wisłę, Wzgórze Tumskie i prace budowlane na bulwarach.

Wzgórze Tumskie
Wzgórze Tumskie

Idąc alejką widokową wzdłuż Skarpy Wiślanej doszliśmy do pomnika Bolesława III Krzywoustego, przy którym znajdowały się czerwone figury, tworzące razem napis „PŁOCK”. Ciekawe miejsce na zrobienie fajnego zdjęcia z napisem „PŁOCK” i Wisłą w tle.

Ozdoba Skarpy Wiślanej

Spod pomnika weszliśmy na Stary Rynek, na którym najważniejszym budynkiem jest imponujący ratusz. Rynek otaczają niewielkie kamienice, które w większości są odnowione. Jest kilka kamienic, które są zaniedbane lub nawet w tragicznym stanie, ale nie ujmują uroku płockiej starówki.

Ratusz
Ratusz

Centralna część rynku drzewami oddzielona jest od kamienic. Bliżej urzędu miasta znajduje się fontanna Afrodyta oraz zegar słoneczny. Natomiast klimatyczne latarnie ozdobione są bujnymi kwiatami, oczywiście poza sezonem zimowym.

Fajnym pomysłem, na jaki trafiliśmy, wchodząc na rynek, był napis „I♥PŁOCK”, znajdujący się przy samym ratuszu. Napis składał się z różnokolorowych liter ozdobionych namalowanymi kwiatami, co wbrew pozorom pasowało do otoczenia.

I Love Płock
I Love Płock

Inną atrakcją na rynku okazał się festiwal piwa. Było ustawionych kilka budek różnych regionalnych browarów, w których można było wymienić wcześniej zakupione żetony na piwa. Po zakupie piwa można było posiedzieć w cieniu pod parasolem i kosztować schłodzony trunek.

Nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, ponieważ zbliżała się godzina naszego ze znajomymi pod pokojem gościnnym, a mieliśmy jeszcze skoczyć na małe zakupy. Zatem ruszyliśmy ulicą Grodzką w stronę Placu Obrońców Warszawy, skąd samochodem pojechaliśmy do Centrum Handlowego Auchan na ulicy Wyszogrodzkiej. To centrum akurat było po drodze do pokoju gościnnego.

W miarę szybko zrobiliśmy zakupy, zapakowaliśmy je do bagażnika i pojechaliśmy odebrać apartament w City. Po dojechaniu na miejsce spotkaliśmy się ze znajomymi, którzy chwilę przed nami dojechali, a następnie poszedłem odebrać apartament.

Odebrałem kluczyk do apartamentu i poszedłem po znajomych i bagaż. Po powrocie do City pani recepcjonistka zaprowadziła nas na poddasze do apartamentu, który składał się z trzech pokoi i łazienki. Jeden pokój połączony był z aneksem kuchennym i drugim pokojem. Tylko trzeci pokój był przeznaczony jako sypialnia i oddzielony drzwiami. Oczywiście w dwóch pozostałych były kanapy z funkcją spania.

Wyjątkowo dużo miejsca było w tym apartamencie. Do tego w pełni wyposażona kuchnia, klimatyzacja i kominek w salonie. Czego chcieć więcej? Cena za całość niezbyt wysoka. Minusem tego miejsca jest tylko odległość do starówki, ale nie ma problemu z komunikacją miejską, czy taksówką, z której chwilę później skorzystaliśmy i okazała się wyjątkowo tania.

Rozpakowaliśmy się i przygotowaliśmy na wyjście. Czekał na nas obiad na rynku i wyścigi samochodów w kontrolowanym poślizgu. Jednak zanim wyruszyliśmy na miasto, zamówiliśmy taksówkę i oczekując na transport, wypiliśmy po piwku za zdrowie znajomego, który niedawno obchodził urodziny.

Taksówką podjechaliśmy pod sam Stary Rynek, skąd mieliśmy tylko kilka kroków do sprawdzonej przez nas restauracji. W piwnicy Browaru Tumskiego znaleźliśmy wolny stolik. Poza obiadem zamówiliśmy po desce piw i rozpoczęliśmy krótką, ale przyjemną biesiadę.

Zbliżała się godzina 18, a od 19 zaczynał się Drift Masters European Championship 2018, więc aby zdążyć na rozpoczęcie, musieliśmy się już zbierać. W planie mieliśmy jeszcze krótki spacer po starówce, więc po pysznym obiedzie i świetnym piwie wyszliśmy na rynek.

Na rynku porobiliśmy kilka wspólnych zdjęć, po czym przeszliśmy się nad skarpę, aby znajomi zobaczyli widok na Wisłę i Wzgórze Tumskie. Następnie ruszyliśmy na piechotę na stadion im. Kazimierza Górskiego, gdzie odbywały się zawody.

Widok ze Skarpy Wiślanej
Widok ze Skarpy Wiślanej

Kilkunastominutowy spacer zakończyliśmy przed godziną rozpoczęcia zawodów, więc się wyrobiliśmy. Myśleliśmy nawet o zakupie jakiegoś piwa, ale kolejki były na tyle duże, że nie opłacało się w nich stać. Poszliśmy więc szukać jakiegoś miejsca, skąd moglibyśmy śledzić wyścigi.

Drift Masters European Championship 2018
Drift Masters European Championship 2018

Mimo tego, że nie jestem zwolennikiem tego typu zawodów, to te wyjątkowo mi się podobały. Niesamowite emocje, jakie towarzyszyły wyścigom warte były przybycia na Drift Masters European Championship 2018. Nawet trochę szkoda mi się zrobiło, gdy musieliśmy już wracać do apartamentu przed finałowym wyścigiem.

Drift Masters European Championship 2018
Drift Masters European Championship 2018

O samym wyścigu więcej informacji zamieściłem we wpisie „Drift Masters European Championship 2018 w Płocku”. Zapraszam do zapoznania się z nim.

Drift Masters European Championship 2018
Drift Masters European Championship 2018

Do pokoju gościnnego wróciliśmy taksówką. Początkowo mieliśmy trudność ze zlokalizowaniem taksówkarza, ale w końcu udało się na niego trafić. Mimo tego, że skorzystaliśmy z taryfy nocne, to za przejazd zapłaciliśmy wyjątkowo tanio. Kilkanaście złotych za przejazd przez prawie cały Płock. Warszawscy taksówkarze mogliby uczyć się od płockich, wtedy może nie mieliby problemu z konkurencją.

Po powrocie do apartamentu dokończyliśmy piwo i grzecznie poszliśmy spać. Następnego dnia zjedliśmy razem śniadanie, po czym przygotowaliśmy się do opuszczenia apartamentu. W planie mieliśmy jeszcze wypad do płockiego ogrodu zoologicznego. Wraz z żoną byliśmy już w nim, ale zimą, więc wiosną czekały na nas kolejne atrakcje, z których nie mogliśmy nie skorzystać.

Gdy dojechaliśmy do zoo, okazało się, że jest duży problem z zaparkowaniem samochodów. Mimo dosyć wczesnej pory było bardzo dużo ludzi, ale udało się zaparkować spory kawałek drogi poza wejściem do ogrodu zoologicznego.

Surykatka w ZOO
Surykatka w płockim ZOO

Podczas spaceru po zoo, okazało się, że ten upalny dzień jednak nie był przyjazny dla osób, chcących zobaczyć dzikie zwierzęta. Większość z nich ukrywała się gdzieś w cieniu i nie można było ich zobaczyć. Aczkolwiek spacer się nam udał i dobrze się bawiliśmy. Polecam takie wypady.

Żółw
Żółw w płockim ZOO

Pożegnaliśmy się ze znajomymi po wyjściu z zoo. Oni stęsknili się za swoimi dziećmi, więc od razu do nich pojechali. My wyruszyliśmy jeszcze na Stare Miasto, gdzie trochę spokojnie pospacerowaliśmy, delektując się lenistwem w ten słoneczny dzień.

Słonie
Słonie w płockim ZOO

Zanim wyruszyliśmy na spacer, przejechaliśmy samochodem spod ogrodu zoologicznego na ulicę Henryka Sienkiewicza i zaparkowaliśmy pomiędzy 1 Maja a Tumską. Po wyjściu z samochodu ruszyliśmy w stronę ulicy Tumskiej, ale zatrzymał nas na chwilę mural na jednej z kamienic, przedstawiający goryla z toporem, którego głaszcze ufoludek na podnośniku.

Po dojściu do deptaka na Tumskiej wśród pięknych kamienic ruszyliśmy w stronę Placu Gabriela Narutowicza. Niektóre kamienice tylko z zewnątrz wyglądały okazale. Gdy spojrzało się przez bramę, to widać było bałagan i elewację w nie najlepszym stanie, łagodnie to ujmując.

Idąc spokojnie Tumską, zwróciliśmy uwagę na reklamę jednej z kawiarni. Przy ogródku piwnym stała tablica z chwytliwym napisem:

Nie można kupić szczęścia, ale można kupić piwo a to prawie to samo!!!

Poza ciekawymi kamienicami, przy ulicy Tumskiej znajdują się jeszcze Muzeum Mazowieckie, kino NoveKino, dwie nowoczesne fontanny i pomnik Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, osoby, która urodziła się w Płocku a współtworzyła Państwowy Zespół Tańca i Śpiewu Mazowsze.

Pomnik Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej
Pomnik Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej

Z Placu Narutowicza ulicą Grodzką doszliśmy na rynek, a z niego przeszliśmy na Skarpę Wiślaną, aby popatrzeć trochę na Wisłę. W drodze powrotnej do samochodu wstąpiliśmy do Browaru Tumskiego, gdzie kupiliśmy butelkowane piwa do domu.

Ulica Tumska
Ulica Tumska

Do domu wracaliśmy z uczuciem niedosytu. Znowu nie byliśmy w zamku książąt mazowieckich. Nie widzieliśmy nowego rynku i wielu innych miejsc. Kiedyś trzeba będzie wrócić do Płocka. W końcu nie mamy do niego tak daleko.

Ulica Grodzka
Ulica Grodzka

Pomimo tego, że ten wypad szybko się skończył, to miło spędziliśmy tych kilka chwil. Fajnie było zarówno we dwójkę, jak i w czwórkę. Odpoczęliśmy i nabraliśmy sił na najbliższy czas. Kolejny raz zachęcam do takich wypadów i polecam Płock z jego atrakcjami oraz gastronomią, w tym tą płynną.

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.