Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Spływ Wkrą z Borkowa do Pomiechówka
Kategorie
Podróże

Spływ Wkrą z Borkowa do Pomiechówka

Już od kilku lat przynajmniej raz w roku wraz z żoną staramy się wybierać na spływ kajakowy. Zazwyczaj taki wypad organizujemy w okresie wakacyjnym, ale zdarza się, że już wcześniej korzystamy z uroków ładnej pogody lub po wakacjach na przełomie września i października, gdy słońce jeszcze mocno grzeje.

Do tej pory na spływ kajakowy zazwyczaj wybieraliśmy się do Borkowa, skąd byliśmy wywożeni w górę Wkry do Jońca. Mieliśmy również okazję popływać po stawach w parku Potulickich w Pruszkowie, a nawet spłynąć Dunajcem. O tych wyprawach pisałem w artykule „Kajakiem nie tylko nad rzekę.

Spływ kajakowy Przełomem Dunajca
Spływ kajakowy Przełomem Dunajca

W tym roku udało się nam wybrać również nad Wkrę, ale tym razem spłynęliśmy z Borkowa do Pomiechówka, czyli trasą o 4 km dłuższą. Trasa z Jońca do Borkowa ma długość 11 km. Natomiast trasa z Borkowa do Pomiechówka 15 km.

Z rezerwacją kajaka niestety był problem. Było to związane z dużym zainteresowaniem, ale ostatecznie udało się nam to zrobić w firmie ANMAR. Musieliśmy tylko przyjechać w niedzielę przed godziną 9.

Spływ kajakowy Wkrą
Spływ kajakowy Wkrą

Osób gotowych na spływ była cała masa. Nigdy z takim tłumem nie spotkaliśmy się, przyjeżdżając w te rejony na kajaki. Musieliśmy zatem poczekać jeszcze w kolejce na wniesienie opłaty, podpisanie umowy i pobranie kapoków. Oczywiście mimo obostrzeń związanych z COVID, mało kto nosił maseczki. Ludzie przyjechali odpocząć, nawet od wirusa, a dezynfekcję zrobili doustną.

Do Borkowa dojechaliśmy dosyć ciasno obsadzonym autobusem. Wcześniej jeździliśmy co najwyżej kilkuosobowym busem, a tu mieliśmy naszykowany autobus, do którego i tak nie zmieścili się wszyscy. Reszta weszła do kolejnego autobusu. Niezły przemiał był w tym roku.

Spływ zaczął się w Borkowie w okolicy starego mostu od mijania wystających z wody drewnianych belek. Później takie belki jeszcze kilka razy mijaliśmy, więc trzeba było na nie uważać. Podobnie jak na wystające z wody kamienie.

Końcówka spływu w Pomiechówku
Końcówka spływu w Pomiechówku

O ile większość trasy była spokojna, to w wielu miejscach musiałem wyskakiwać do wody i wypychać kajak z mielizny. Pomogłem też innym osobom w tym, bo miały niemały problem. To znaczy, tylko jedna osoba wyszła z kajaka, a druga tak szorowała po piachu, że ciężko było przepchnąć kajak. Nie wiem, dlaczego nie wyszła. Może była wstawiona albo obawiała się, że będzie miała problem z wejściem. W każdym razie zabawnie to wyglądało.

Jednym z bardziej emocjonujących miejsc podczas spływu były okolice mostu w Kosewku. Znajdował się tu drewniany młyn na kamiennej podmurówce. Młyn posiadał koło ustawione poziomo, co jest dosyć nietypowe. Dla potrzeb młyna zbudowana była w tym miejscu tama spiętrzająca wodę.

Teraz po młynie nie ma prawie śladu. Natomiast pozostałości po tamie tworzą niewielką kaskadę, która wzburza Wkrę, co przypomina górski potok. Przez kilka metrów kajak na falach podnosi się i opada, co niektórych kajakarzy stopuje. Zatrzymują się i chyba rozmyślają, czy dadzą radę przez to przepłynąć. Ja polecam to miejsce.

Spływ kajakowy zakończyliśmy w tym samym miejscu, z którego wyjeżdżaliśmy autobusem. Oddaliśmy kamizelki i poszliśmy do baru na kawę. Tego nam brakowało w to niedzielne popołudnie.

Mimo dużej ilości kajakarzy bardzo miło się spływało z Borkowa do Pomiechówka i fajnie spędziliśmy te kilka godzin. Nie wiem tylko, czy jeszcze raz bym chciał tędy spływać. Może bym się nie zastanawiał, gdyby było więcej wody i bym wiedział, że na trasie będzie mniej kajakarzy, w szczególności tych po spożyciu alkoholu, zachowujących się głośno.

Oceń wpis
[Maks.: 4 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.