Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Wyjazd do Bydgoszczy
Kategorie
Podróże

Wyjazd do Bydgoszczy

Na początku listopada ubiegłego roku wraz z żoną byliśmy w Toruniu na koncercie Artura Rojka, który odbywał się w Dworze Artusa. Niesamowite przeżycie. Spędziliśmy wtedy dwa dni na zwiedzaniu miasta, ale i tak nie wszystko zobaczyliśmy. W tym roku postanowiliśmy ponowić taki wyjazd i w drugi weekend listopada wyruszyliśmy na wycieczkę do Bydgoszczy.

Podobnie, jak tegoroczne wakacje, wyjazd do Bydgoszczy zaplanowaliśmy wcześniej. Nocleg znaleźliśmy w serwisie www.booking.com i od razu zarezerwowaliśmy, ponieważ trafiła się dobra oferta – 112 zł za dobę w hotelu niedaleko Starego Miasta. Rok temu do Torunia wybraliśmy się PolskimBusem, więc i tym razem skorzystaliśmy z usług tego przewoźnika. Bilet dla dwóch osób w obie strony wyniósł nas 106 zł, więc opłacało się skorzystać.

Autobus do Bydgoszczy wyruszał w sobotę o godzinie 9:00 z Dworca Autobusowego Metro Młociny. Do dworca musieliśmy dojechać. Samochodem chciałem wyjechać wcześniej, żeby znaleźć miejsce na zaparkowanie. Niestety nie dało się wcześniej wyjechać. Ruszyliśmy w ostatnim momencie, a do tego okazało się, że żona poprzedniego dnia nie zatankowała samochodu, więc jechaliśmy na rezerwie. Dojechaliśmy kilka minut przed odjazdem autobusu, ale na szczęście od razu udało się znaleźć miejsce do zaparkowania, więc po zatrzymaniu się, szybko poszliśmy na peron.

PolskiBus jest przewoźnikiem, który w swojej ofercie posiada niskie ceny i ciekawe połączenia krajowe i zagraniczne. Już wcześniej korzystałem z jego usług, wyjeżdżając do Berlina, Gdańska, Zakopanego, czy Torunia. Autobusem krótkie odcinki można zrobić spokojnie, ale dłuższe są męczące. Spowodowane jest to tym, że odległość pomiędzy fotelami jest zbyt mała. Sięgam kolanami do fotela przede mną, nie mówiąc już o wyprostowaniu nóg. Toaleta to niestety porażka. Mała kabina, w której ciężko się zmieścić. O WiFi w autobusie już krążą legendy. Ma się szczęście, gdy uda się załadować jakąś stronę. Plusem jest to, że za dobrą cenę nie jedzie się na torbach, jak to kiedyś bywało.

Do Torunia, w którym mieliśmy postój, szybko dojechaliśmy. Kierowca chyba na coś się śpieszył. Przez to musieliśmy czekać 40 min na ruszenie dalej.

W końcu ruszyliśmy i mniej więcej zgodnie z oficjalną godziną przyjazdu, przybyliśmy do Dworca PKS w Bydgoszczy. Do hotelu mieliśmy blisko. Doba hotelowa rozpoczynała się od 14, więc zastanawialiśmy się, czy poczekać te pół godziny, czy spróbować się zakwaterować. Stwierdziliśmy, że spróbujemy odebrać pokój, a jeżeli się nie uda, to chwilkę poczekamy w recepcji.

Hotel, w którym zarezerwowaliśmy pokój, to Campanile. Okazało się, że sporo osób z naszego autobusu szło za nami do tego hotelu. Po wejściu do niego śmiać mi się zachciało, ponieważ przy ladzie recepcji nikogo nie było. Dwóch panów siedziało w pomieszczeniu za recepcją, a jeden z nich coś jadł. Pierwszy szybko wstał i podszedł do lady, a drugi zrobił wielkie oczy, gdy zobaczył, ile ludzi wchodzi do hotelu i ruszył pomóc koledze.

Nie mieliśmy problemu z odebraniem kart do pokoju przed rozpoczęciem doby hotelowej, więc byliśmy z tego powodu zadowoleni. Poszliśmy do wskazanego pokoju i po jego otwarciu zobaczyliśmy, że w czytniku jest już karta, a przed nami otwarte są drzwi do łazienki. Przymknąłem drzwi do łazienki i zobaczyliśmy w łóżku czyjeś nogi, a obok torby. Wróciliśmy się do recepcji. Okazało się, że recepcjonista wydał nam karty do zajętego pokoju. Ciekawe, co pomyślały osoby, które leżały w łóżku. Myślę, że takiego problemu by nie było, gdyby karty były wcześniej przypisane do pokoju. W tym hotelu tak nie było. Recepcjonista kodował karty przed wydaniem pokoju.

W drugim pokoju nikogo nie było. Pokój ładnie urządzony, czysty i przede wszystkim z czajnikiem elektrycznym. Miłą niespodzianką była kawa, herbata i cukier w saszetkach oraz papierowe kubki. W pokoju duże i wygodne łóżko, a przed nim na ścianie podwieszony telewizor. Łazienka z dużym brodzikiem, więc nie było problemu z obijaniem szyb łokciami podczas mycia. Widok mieliśmy na dosyć ruchliwą drogę i kamienicę po drugiej stronie ulicy oraz Most Uniwersytecki.

Zwiedzanie Bydgoszczy zaczęliśmy od spaceru wzdłuż Brdy. Najpierw poszliśmy w kierunku Mostu Pomorskiego i przeszliśmy na drugą stronę rzeki przez Most Esperanto. Po tej stronie rzeki zaczęliśmy kierować się w stronę Starego Miasta, ponieważ chcieliśmy coś zjeść, a w AutoMapie najbliższa restauracja była na ul. Żupy. Po dojściu na miejsce okazało się, że niby jest jakaś restauracja, ale nikogo nie było widać, więc nie wchodziliśmy do środka.

Poszliśmy dalej wzdłuż rzeki i doszliśmy do Nowych Spichlerzy. Widoki zaczęły robić się dużo ciekawsze. Następnie zatrzymaliśmy się na moście Jerzego Sulimy-Kamińskiego. Popatrzyliśmy na rzekę z góry, rzeźbę Przechodzącego przez rzekę i otaczające kamienice. Piękny widok.

Przechodzący przez rzekę
Przechodzący przez rzekę

Przy moście znajduje się Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego, a obok niego Płaskorzeźba miasta lokacyjnego Bydgoszczy z XVI-XVII w. Obejrzeliśmy tę płaskorzeźbę i poszliśmy na Rynek poszukać, jakiegoś miejsca, gdzie będziemy mogli coś zjeść i napić się grzanego piwa. Niestety mimo tego, że bydgoski rynek jest bardzo ładny, to niestety jest ubogi w lokale gastronomiczne.

Płaskorzeźba miasta lokacyjnego Bydgoszczy z XVI-XVII w
Płaskorzeźba miasta lokacyjnego Bydgoszczy z XVI-XVII w

Zaczęliśmy chodzić po Starym Mieście i szukać miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść. Przeszliśmy całe Stare Miasto, aż dotarliśmy do ul. Poznańskiej. Tutaj trochę najedliśmy się strachu, ponieważ zaraz za Wełnianym Rynkiem są zaniedbane, kamienice, a akurat za nami z jednej kamienicy wyszli Romowie, więc szybko ruszyliśmy do najbliższego przejścia.

Kamienice przy Wyspie Młyńskiej
Kamienice przy Wyspie Młyńskiej

Ulicą Świętej Trójcy doszliśmy do kładki Krzysztofa Klenczona, która prowadzi na Wyspę Młyńską. Kiedyś musiało to być piękne miejsce, ale obecnie to ruina. Zaniedbane i opuszczone kamienice oraz fabryki, które odstraszają swoim wyglądem. Na szczęście bliżej starówki jest lepiej.

Idąc wzdłuż Młynówki (odnogi Brdy), po drugiej stronie rzeki, na Wyspie Młyńskiej zauważyliśmy karczmę i zdecydowaliśmy się do niej wejść. W końcu byliśmy już dosyć głodni. Karczma Młyńska jest bardzo interesującym miejscem gastronomicznym. Położona jest w ciekawym miejscu, na wyspie, zaraz nad rzeką, w otoczeniu odrestaurowanych kamienic. Budynek, w którym się znajduje to spichrz zbożowy z 1873 r., więc z zewnątrz robi wrażenie. Podobnie jest wewnątrz. Wszystko w drewnie, a do tego odpowiednio dobrane dodatki typu stare maszyny do szycia, płaskorzeźby, czy rogi i skóry zwierzęce. Właśnie tak powinna wyglądać karczma. Obsługa bardzo miła, Jedzenie przepyszne, nie mówiąc o tym, że jest to pierwsze miejsce, w którym do grzanego piwa dostaliśmy trzy pajdy chleba ze smalcem. Wisienką na torcie był pan grający na pianinie. Niesamowity klimat tego miejsca zachęca do jego częstego odwiedzania, co widać po ilości gości. Będąc w Bydgoszczy, nie można ominąć Karczmy Młyńskiej.

Po pysznym obiedzie pochodziliśmy trochę po Wyspie Młyńskiej. Zobaczyliśmy Młyny Rothera, Przystań Bydgoszcz, a na jej terenie tablice informacyjne związane z bydgoską żeglugą. Młyny Rothera to ogromny budynek, który robi wrażenie, ale niestety mimo tego, że jest w dobrej kondycji wizualnej, to jest opuszczony, a szkoda. Być może są jakieś plany związane z tym budynkiem, bo warto w niego zainwestować. Przystań Bydgoszcz również robi wrażenie swoim wyglądem. W końcu otrzymała kilka architektonicznych nagród. Z miejsca, gdzie znajdują się tablice informacyjne widać Operę Novą, która w nocy jest pięknie oświetlona.

Opera Nova
Opera Nova
Opera Nova
Opera Nova

Z Przystani Bydgoszcz poszliśmy pod Operę Novą. Budynek robi wrażenie swoim rozmiarem, wyglądem, oświetleniem i położeniem nad rzeką. Spod opery widać Wyspę Młyńską i część Starego Miasta. Przed wejściem do opery znajduje się rzeźba, której została nadana nazwa Łuczniczka Nova. Widać, że ta strona Brdy została odnowiona. Fajnie wygląda połączenie murowanego bulwaru z drewnianymi pomostami.

Biały Spichlerz
Biały Spichlerz

Spod opery poszliśmy pospacerować trochę po Starym Mieście i wzdłuż Brdy zaczęliśmy wracać do hotelu. Po drodze mijaliśmy figurę Trzech Gracji oraz restaurację Stary Port 13, która wyglądem przypomina Karczmę Młyńską. Niestety byliśmy już zbyt zmęczeni, żeby do niej wchodzić, ale pewnie w przyszłości ją odwiedzimy. Idąc dalej, duże wrażenie zrobiło na nas oświetlenie Mostu Uniwersyteckiego. Zrobiliśmy kilka fotek i poszliśmy dalej.

Rynek
Rynek
Trzy Gracje
Trzy Gracje
Nowe Spichlerze nocą
Nowe Spichlerze nocą
Most Uniwersytecki
Most Uniwersytecki

Zanim doszliśmy do hotelu, to wpadliśmy do centrum handlowego Focus Park. Budynek wtapia się w okoliczne kamienice, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Zrobiliśmy małe zakupy na śniadanie i poszliśmy do hotelu.

Następnego dnia nie wstawaliśmy jakoś wcześnie. Spakowaliśmy się spokojnie i z hotelu wyszliśmy około godziny 11. Poszliśmy bulwarem w stronę Starego Miasta. Na wysokości ulicy Franciszka Druckiego-Lubeckiego zaciekawił nas budynek z czerwonej cegły. Po dojściu do Jagiellońskiej okazało się, że jest to budynek Poczty Polskiej. Naprzeciwko znajduje się Dom Mody Drukarnia, który przykuł naszą uwagę tym, że jest to kamienica osłonięta szybami, jakby była w akwarium. Dzięki temu powstał ciekawy efekt.

Budynek Poczty Polskiej
Budynek Poczty Polskiej

Z ulicy Jagiellońskiej skręciliśmy w Gdańską i zaczęliśmy iść pomiędzy kamienicami w bardzo dobrym stanie. Jeszcze nigdy nie widziałem tylu kamienic, w tak dobrym stanie, ile jest w Bydgoszczy. Przy kościele pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła skręciliśmy do parku, gdzie znajduje się odrestaurowana fontanna Potop. Niestety chyba ze względu na pogodę była nieczynna, ale i tak rzeźby, z której się składa, robią niesamowite wrażenie.

Fontanna Potop
Fontanna Potop

Wróciliśmy do ulicy Gdańskiej, mijając po drodze Pomnik Wolności i poszliśmy kawałek dalej. Skręciliśmy w lewo w Śniadeckich. Tutaj, mimo samych kamienic nie było takiego fajnego klimatu, jak na Gdańskiej, trochę wyglądało to, jak warszawska Praga, więc na pierwszym skrzyżowaniu skręciliśmy ponownie w lewo, w ulicę Pomorską, żeby wrócić do Gdańskiej.

Na Gdańskiej weszliśmy do kawiarni Zimmer Caffe, żeby zjeść coś słodkiego. Wybraliśmy sernik japoński i do tego kawę. Otrzymaliśmy po sporym kawałku ciasta, polanego syropem owocowym. Świetna sprawa taki sernik, choć trochę zbyt słodki. Myśleliśmy, że jeszcze chwilę posiedzimy spokojnie, w szczególności, że było to południe i mało klientów, ale przyszli znajomi, chyba kelnerki i zaczęło się przestawianie stołów oraz foteli. W pewnym momencie kelnerka zatrzymała się wzrokiem na naszym stoliku, chyba z myślą, że by się przydał. Być może jestem przewrażliwiony, ale nie wyglądało to miło. Zrobił się harmider, więc zapłaciliśmy i wyszliśmy z tego lokalu. Ogólnie fajne miejsce, dobre ciasto i miła obsługa, ale ta sytuacja nie była fajna. Mimo wszystko mogę polecić tę kawiarnię.

Po wyjściu z kawiarni poszliśmy w stronę Starego Rynku, ponieważ o 13:13 miała ukazać się ruchoma rzeźba Pana Twardowskiego, wyłaniająca się z okna kamienicy przy Starym Rynku 15. Ze względu na to, że byliśmy przed czasem, to pochodziliśmy trochę pomiędzy kamienicami. Chwilę po 13, na Starym Rynku zaczęli gromadzić się przechodnie, w celu zobaczenia spektaklu. Niestety czekaliśmy około 20 minut, a rzeźba Pana Twardowskiego się nie pojawiła. Niestety nie wiem dlaczego. Być może innym razem ją zobaczymy.

Trochę zawiedzeni poszliśmy na Wyspę Młyńską, gdzie wzdłuż kanału Międzywodzie dotarliśmy do mostu Jana Kiepury, na którym znajduje się mnóstwo kłódek. Następnie Wybrzeżem im. prezydenta Gabriela Narutowicza podeszliśmy do opery Nova, żeby zobaczyć ją w ciągu dnia.

Młyny Rothera na Wyspie Młyńskiej
Młyny Rothera na Wyspie Młyńskiej

Spod opery mostem Focha przeszliśmy na drugą stronę Brdy, gdzie wzdłuż rzeki doszliśmy do kładki Krzysztofa Klenczona. Kładką przeszliśmy na Wyspę Młyńską, gdzie posiedzieliśmy sobie na ławeczce. Po chwili wstaliśmy i poszliśmy w stronę Młynów Rothera. Przeszliśmy wzdłuż budynku i usiedliśmy na ławce w słońcu, przy boisku do siatkówki plażowej. Tutaj posiedzieliśmy zdecydowanie dłużej, ponieważ w ten chłodny dzień słońce miło grzało.

Panorama Wyspy Młyńskiej
Panorama Wyspy Młyńskiej

W końcu nadeszła pora obiadowa i powoli zaczęliśmy iść coś zjeść. Po drodze do restauracji pochodziliśmy jeszcze trochę po Starym Mieście. Przeszliśmy się pod pomnik Kazimierza Wielkiego, obok którego znajdują się pozostałości muru miejskiego. Przy murze ciekawie wkomponowany jest piętrowy parking. Idąc dalej, natknęliśmy się na Zabytkowy wagon tramwajowy, aż dotarliśmy do restauracji Tentego.

Kamienice
Kamienice
Pomnik Kazimierza Wielkiego
Pomnik Kazimierza Wielkiego
Pozostałości muru miejskiego
Pozostałości muru miejskiego
Zabytkowy wagon tramwajowy
Zabytkowy wagon tramwajowy

Tentego jest restauracją, gdzie podają bardzo smaczne naleśniki. Polecam w wersji pieczonej. Widać, że lokal jest lubiany, ponieważ spory ruch był, ale nie ma co się dziwić. Miło czas w nim spędziliśmy. Minusem jedynie był brak grzanego piwa, czy wina. Kelnerka poinformowała nas, że grzane alkohole będą dostępne dopiero w grudniu, a szkoda.

Po obiedzie czekał na nas tylko spacer na dworzec autobusowy i powrót do Warszawy. Akurat, gdy dotarliśmy na dworzec, przyjechał autobus z Warszawy, więc chwilę musieliśmy poczekać na odjazd. Droga powrotna niestety zajęła więcej czasu niż przyjazd do Bydgoszczy. Dodatkowo po przyjeździe musiałem szybko znaleźć stację paliw, żeby zatankować samochód. Na szczęście pomogła w tym AutoMapa.

Bydgoszcz ciężko zwiedzić w jeden weekend, chyba że robi się to w pośpiechu. Jest dużo miejsc, do których warto wejść, a nie są czynne w soboty i niedziele. Mam na myśli muzea. Są miejsca, które są ciekawe, ale są oddalone od ścisłego centrum, np. bunkry, czy dawna fabryka materiałów wybuchowych. Pewnie warto też się przepłynąć tramwajem wodnym, ale ten kursuje tylko sezonowo, więc nie mieliśmy okazji tego sprawdzić.

Wyjazd do Bydgoszczy był miłym spędzeniem czasu wraz z żoną, w ciekawym miejscu, do którego warto wrócić. Mimo tego, że w Bydgoszczy wiele rzeczy nie wygląda najlepiej, mam na myśli zaniedbane kamienice, fabryki, czy wszędzie obecnych bezdomnych, to uważam, że jest miastem z dużymi perspektywami i może stać się najpiękniejszym Polskim miastem. Władze tylko muszą zadbać o jego wygląd, a wtedy do Bydgoszczy coraz więcej turystów będzie przyjeżdżało, bo obecnie z tym jest kiepsko. Chociaż z drugiej strony nie ma takiego tłoku, jak w Gdańsku i spokojnie można pospacerować.

Oceń wpis
[Maks.: 9 Średnia: 4.8]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.