Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Styczniowy wyjazd do Lublina
Kategorie
Podróże

Styczniowy wyjazd do Lublina

2023 rok udało mi się rozpocząć od wyjazdu wraz z żoną do miejsca, do którego wybieraliśmy się od dłuższego czasu. Pandemia ograniczyła ilość naszych wyjazdów, poza jednodniowymi i urlopem. Jednak w pierwszym tygodniu nowego roku wpadliśmy na pomysł, że może pojechalibyśmy w końcu do Lublina?

Spontaniczna decyzja zakończyła się szybką rezerwacją noclegu, z czym o dziwo nie było problemu. Z rezerwacją opieki nad naszymi kotami również nie było większych problemów. Pozostało tylko ustalić mniej więcej, co chcielibyśmy zobaczyć podczas tego wyjazdu, a wybieraliśmy się tylko na jedną noc i to 6 stycznia, więc nie wszystko było otwarte.

Droga do Lublina

6 stycznia od razu po moim dyżurze w pracy, spakowani wcześniej wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w monotonną podróż do Lublina. Mimo tego, że teraz trasą S17 jedzie się dosyć płynnie i szybko, to jednak taka jazda jest po prostu nudna.

Gdy dojechaliśmy do Lublina, to od razu pojechaliśmy do miejsca, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Akurat zbliżała się godzina, kiedy mogliśmy odebrać klucze, więc postanowiliśmy to najpierw zrobić, a później mieć południe i wieczór na zwiedzanie.

Nocleg zarezerwowaliśmy na przedmieściach miasta w Zajeździe pod Gwiazdami. Miejsce otoczone jednorodzinnymi domkami, więc w pobliżu była cisza. Podobnie w pokoju, gdzie nowe drzwi dobrze odcinały dźwięki z zewnątrz. Do tego niedaleko las oraz Jezioro Zemborzyckie.

Ze względu na to, że w tym zajeździe jest restauracja, to widać było, że są chętni na skosztowanie tutejszych specjałów. My to zrobiliśmy dopiero następnego dnia, przychodząc na śniadanie. Pokoje znajdują się nad restauracją i początkowo obawiałem się, że będzie czuć zapach jedzenia, ale tak nie było.

Niestety do niedawno odnowionych pokoi można się trochę przyczepić, a właściwie do tego, że ekipa remontowa trochę się nie przyłożyła i gołym okiem widać było niedoróbki, typu źle pomalowane ściany, krzywo zamontowane płytki. Nawet taśma malarska w jednym miejscu była przyklejona. Gorzej jednak było z armaturą, która była źle oznaczona. Na przykład na baterii umywalkowej tam, gdzie było czerwone kółeczko, leciała zimna woda, a gdzie niebieskie, leciała gorąca. Dało się jednak do tego przyzwyczaić. Sam pokój jednak dobrze wyposażony i zadbany. Poza telewizorem i klimatyzacją, którą można całkowicie wyłączyć, dostępny jest czajnik elektryczny z kawą i herbatą, suszarka do włosów, a nawet butelkowana woda wraz ze szklankami.

Jezioro Zemborzyckie

Po zapoznaniu się z pokojem i wypiciu ciepłej kawy ruszyliśmy zwiedzać Lublin. Zwiedzanie zaczęliśmy od podjechania samochodem nad Jezioro Zemborzyckie. Auto zostawiliśmy na parkingu Park and Ride przy ulicy Żeglarskiej i poszliśmy w stronę zapory.

Jezioro Zemborzyckie
Jezioro Zemborzyckie

Idąc w kierunku zapory, minęliśmy pomnik poświęcony budowie zalewu, na którym jest inskrypcja:

OBIEKT XXX PRL WYBUDOWANY PRZY UDZIALE SPOŁECZEŃSTWA M. LUBLINA W LATACH 1970-1974

Tak, Jezioro Zemborzyckie nie jest naturalnym zbiornikiem, a sztucznym, retencyjno-rekreacyjnym na Bystrzycy. Widać, że jest to świetne miejsce na spędzenie wolnego czasu z wieloma atrakcjami. Ze względu na porę roku my tylko zrobiliśmy sobie krótki spacer, ale latem czas można miło spędzić na plaży, czy w wodzie.

Spacer nad zalewem zakończyliśmy na molo, któremu przydałby się remont. Z tego miejsca praktycznie tą samą drogą wróciliśmy do samochodu. Różnica była tylko w tym, że zeszliśmy za zaporą nad rzekę, gdzie zobaczyliśmy miejsce, przygotowane dla lubelskich morsów.

Przyjazd do centrum Lublina

Znad Jeziora Zemborzyckiego pojechaliśmy pospacerować po Starym Mieście. Dojazd zajął nam kilkanaście minut i nie wiele krócej szukanie miejsca, gdzie moglibyśmy zaparkować auto. Takie miejsce znaleźliśmy przy ulicy Zamojskiej. Bliżej centrum był problem ze znalezieniem miejsca.

Z ulicy Zamojskiej przeszliśmy do Bernardyńskiej, przy której znajduje się siedziba browaru Perła. Kiedyś w tym miejscu było warzone piwo, a obecnie poza siedzibą browaru można zwiedzić warzelnię, czy podziemia browaru, co zrobiliśmy następnego dnia.

Za browarem Perła znajduje się Pałac Sobieskich. Historia tego ciekawego budynku sięga XVI wieku i Marka Sobieskiego, który prawdopodobnie był jego pierwszym właścicielem. Przez kilka stuleci obiekt był przebudowywany i pełnił różne funkcje jak mieszkalne, wojskowe, czy handlowo-usługowe. Obecnie mieści się w nim między innymi dział socjalny Politechniki Lubelskiej.

Krakowskie Przedmieście

Idąc wzdłuż ulicy Bernardyńskiej, doszliśmy do placu Wolności, skąd przeszliśmy na Krakowskie Przedmieście. Tutaj na spacerze było mniej więcej tak samo spacerowiczów, ilu można spotkać na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Trochę mnie to zdziwiło.

Pomiędzy pięknymi kamienicami powoli przeszliśmy na Plac Litewski, mijając szopkę bożonarodzeniową, ustawioną na skwerze im. Tadeusza Witkowskiego. Szopka była bardzo oblegana, więc nie za bardzo mogliśmy się jej przyjrzeć. Kolejnym takim obiektem był neon z tekstem LUBLIN, z którym wiele osób chciało zrobić sobie zdjęcie. Tutaj podobnie jak przy innych atrakcjach tego typu jest jeden wielki bałagan i ludzie robią sobie zdjęcia z tym napisem, który zasłonięty jest przez inne osoby. Niby pamiątka, ale tylko oni sami wiedzą, co było w tle.

Lublin Neon LUBLIN
Neon LUBLIN

Na Placu Litewskim znajdują się jeszcze pomnik Unii Lubelskiej, pomnik Józefa Piłsudskiego, pomnik Nieznanego Żołnierza, pomnik upamiętniający 190 rocznicę konstytucji 3 maja, Ławka Niepodległości, czy fontanna multimedialna.

Przy pobliskim placu Czechowica obok pomnika Józefa Czechowica znajduje się kolejny obiekt, który nas zaciekawił, tak samo, jak wiele inny osób. Otóż w sporą kulę wtopiony jest ekrany, który wyświetla obraz z kamery, ale ta kamera nie jest gdzieś w okolicy, tylko setki kilometrów dalej. Kamera jest w Wilnie, a tam podobny obiekt, z kamerą w Lublinie. Ten obiekt zwany jest Portalem i łączy osoby przebywające w Lublinie z tymi z Wilna. Dzięki temu portalowi można pomachać osobom, które przechodzą obok drugiego portalu. Ciekawy pomysł.

Plac Litewski otoczony jest takimi ciekawymi budynkami jak Pałac Rządu Gubernialnego i Pałac Lubomirskich od północy, hotel Europa od wschodu, kościół św. Piotra i Pawła, czy urząd Poczty Polskiej od południa, a od zachodu budynkiem dawnego Banku Polskiego.

Ogród Saski

Idąc dalej na zachód wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia, dotarliśmy do Ogrodu Saskiego. Tutaj zrobiliśmy sobie krótki spacer, dochodząc do amfiteatru im. Romualda Lipko jedną alejką i wracając inną. W drodze powrotnej, mimo ciemności panującej w parku, moja żona dostrzegła miejsce, gdzie za kratą przesiadywały dwa pawie.

Lublin Plac Litewski
Plac Litewski

Po wyjściu z Ogrodu Saskiego tą samą drogą wróciliśmy na Plac Litewski. Z niego przeszliśmy na Plac Mieczysława Alberta Krąpca, a następnie, mijając Pałac Potockich, przez ulicę Stanisława Staszica wróciliśmy na Krakowskie Przedmieście.

Rynek

Krakowski Przedmieściem ruszyliśmy na wschód, idąc w stronę zamku. Po drodze minęliśmy Bramę Krakowską, a za nią ustawione kramy z pamiątkami i regionalnymi produktami, jak cebularze. Gdy zobaczyliśmy, co ciekawego jest w sprzedaży, ruszyliśmy dalej.

Lublin Rynek
Rynek

Na rynku obeszliśmy dawny budynek Trybunału Koronnego, w którym obecnie mieści się Urząd Stanu Cywilnego, czy Lubelska Trasa Podziemna. Dookoła budynku znajdują się piękne kamienice, w których znajdują się przede wszystkim lokale gastronomiczne, a że zrobiliśmy się głodni, postanowiliśmy gdzieś wejść na obiadokolację.

Mijając zawieszoną pomiędzy kamienicami na ulicy Grodzkiej rzeźbę Sztukmistrza z Lublina, weszliśmy do pizzerii Trakt Królewski i tu zostaliśmy. Zamówiliśmy sobie pizzę i grzane piwo, z alkoholem i sokiem imbirowym dla mojej żony, a dla mnie bezalkoholowe z sokiem malinowym. Zjedliśmy tu świetną pizzę i miło spędziliśmy czas, ale grzańce były dla mnie za słodkie.

Rozgrzani wyszliśmy kontynuować nasze zwiedzanie Lublina. Zaraz po wyjściu z pizzerii weszliśmy na plac Po Farze, gdzie znajdują się ruiny kościoła św. Michała Archanioła oraz jego model, który pokazuje, jak kościół wyglądał.

Z tego miejsce jest bardzo dobry widok na zamek, do którego zmierzaliśmy, więc po wykonaniu kilku zdjęć przeszliśmy na pobliski Zaułek Panasa, gdzie schodami zeszliśmy na Podwale. Co ciekawe te schody nazywane są Schodami Poezji, a to dlatego, że na stopniach można przeczytać wiersz „Przesłanie Pana Cogito” Zbigniewa Herberta. Sama inicjatywa Schody Poezji powstała w ramach Miasta Poezji i polega na dekorowaniu wybranych schodów wierszami.

Lublin Zaułek Władysława Panasa
Zaułek Władysława Panasa

Zamek

Po zejściu na Podwale pod wiaduktem przeszliśmy na Plac Zamkowy, a nim doszliśmy do schodów, prowadzących na zamek. Dziedziniec zamku był otwarty, więc skusiliśmy się, żeby przejść przez bramę i zobaczyć zamek od środka. Obeszliśmy wnętrze, nie zwiedzając samego muzeum, ze względu na to, że było nieczynne.

Z zamku wyszliśmy na ulicę Zamkową i przechodząc przez wiadukt, doszliśmy do Bramy Grodzkiej. Za bramą zauważyliśmy kamienicę z ciekawą elewacją. Na elewacji znajdowały się rysunki kotów oraz informacja, że w tej kamienicy mieszkał lubelski artysta Andrzej kot. Miłośnikom kotów zapewne spodoba się to miejsce.

Powrót do samochodu

Idąc ulicą Grodzką, weszliśmy na chwilę w wąską uliczkę Ku Farze i po zobaczeniu, że nim tam ciekawego nie ma, wróciliśmy. Po dojściu na Rynek weszliśmy w ulicę prezydenta Teodora Gruella, którą doszliśmy pod Wieżę Trynitarską. Przed samą wieżą zauważyliśmy, że z rogu kamienicy przy ulicy Rynek 14 wystaje ciekawy znak. Na tym znaku ostrzegawczym znajduje się kat z toporem. Na ziemi pod znakiem znajduje się kamień, a nad nim tablica informacyjna, że jest to Kamień Nieszczęścia i żeby go nie dotykać.

Przeszliśmy przez Wieżę Trynitarską i mijając Archikatedrę św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty weszliśmy w ulicę Prymasa Stefana Wyszyńskiego, którą doszliśmy do Zamojskiej. Na Zamojskiej mieliśmy zaparkowany samochód, więc tu kończyliśmy nasz spacer po Lublinie. Pozostało wrócić tylko do Zajazdu pod Gwiazdami i iść spać. Na następny dzień mieliśmy już zaplanowane miejsca, które chcieliśmy zobaczyć.

Następny dzień

Kolejny dzień naszego wyjazdu do Lublina zaczęliśmy od zejścia do restauracji, aby zjeść śniadanie. Śniadanie było wliczone w cenę pokoju. W restauracji zastaliśmy bogato przygotowany stół szwedzki, a do tego pani z obsługi oferowała ciepłe naleśniki oraz jajecznicę. Do tego do dyspozycji ekspres do kawy. Można było się najeść w spokoju i napić świeżej kawy. Pychotka.

Po śniadaniu poszliśmy do pokoju zabrać nasze torby. Następnie oddaliśmy pokój i wyszliśmy na zewnątrz, aby ruszyć na zwiedzanie Lublina w ciągu dnia. Jednak zanim ruszyliśmy, pomogłem odpalić samochód innemu klientowi tego zajazdu, któremu w nocy padł akumulator.

Majdanek

Pierwszym miejscem, do którego pojechaliśmy w ten sobotni poranek, było Państwowe Muzeum na Majdanku. Mimo tego, że darmowy parking przed całym obiektem był pusty, to postanowiliśmy zaparkować na jego terenie, płacąc zaledwie 10 zł. Samo wejście do obiektu jest bezpłatne. Co ciekawe, okazało się, że zwiedzanie można przyśpieszyć, podjeżdżając samochodem na wyznaczone miejsca parkingowe, co też zrobiliśmy.

Spacer po Majdanku zaczęliśmy od wejścia do budynku muzeum, gdzie dowiedzieliśmy się, że możemy podjeżdżać sobie samochodem do kolejnych parkingów, aby przyśpieszyć zwiedzanie. Zobaczyliśmy tu wystawę przedmiotów związanych z tym obozem, a następnie poszliśmy zobaczyć pomnik Walki i Męczeństwa. Ogromny pomnik w formie bramy, za którą w oddali widać Mauzoleum, powstał w 1969 r. według projektu Wiktora Tołkina i inż. anusza Dembka.

Spod pomnika wróciliśmy do samochodu, aby podjechać na kolejny parking. Co prawda wolałbym cały obiekt obejść, ale mieliśmy już zarezerwowaną wizytę w kolejnym miejscu, więc woleliśmy się nie spóźnić. Tym razem podjechaliśmy na parking przy Mauzoleum, który jest drugim pomnikiem Walki i Męczeństwa. Pomnik ten powstał w 1969 r. według projektu Wiktora Tołkina i inż. anusza Dembka. W tym obiekcie, który kształtem przypomina prasłowiańską urnę, złożono prochy więźniów obozu. Na czele kopuły znajduje się napis „Los nasz dla was przestrogą”. Tekst ten pochodzi wiersza Franciszka Fenikowskiego pod tytułem „Requiem”.

Lublin Droga Hołdu i Pamięci
Droga Hołdu i Pamięci

Za Mauzoleum znajdują się swego rodzaju fałdy z ziemi. Jest to miejsce, w którym rozstrzelano 18400 więźniów, o czym informuje znajdujący się tam pomnik. Obok Mauzoleum znajduje się krematorium, w którym można zobaczyć piece, składnice ciał, czy pomieszczenie ze stołem sekcyjnym.

Gdy obeszliśmy Mauzoleum i krematorium, mijając wieżę wartowniczą, wróciliśmy do samochodu. Tym razem podjechaliśmy na kolejny parking, znajdujący się przy wejściu do obozu więźniarskiego. Zanim jednak nam dojechaliśmy, zatrzymaliśmy się zobaczyć Pole więźniarskie III, gdzie znajdują się liczne baraki, umywalnia, czy Kolumna Trzech Orłów, która powstała jeszcze za czasów funkcjonowania obozu, w 1943 r. Kolumna Trzech Orłów jest pierwszym pomnikiem ku czci ofiar Majdanka. Składa się cokołu z trzema stopniami, na którym stoi kolumna wykonana z rury kanalizacyjnej, wypełnionej prochami więźniów. Na szczycie kolumny znajduje się urna opleciona wieńcem laurowym, na której umieszczone są trzy pół-gołębie pół-orły wzbijające się do lotu.

Po dojechaniu na ostatni parking, zwiedzanie zaczęliśmy od wejścia do łaźni męskiej i damskiej. Następnie zaczęliśmy wchodzić w kolejne baraki z wystawami Przeszłość i teraźniejszość, Lublin pod okupacją, Shrine – Miejsce Pamięci Bezimiennej Ofiary i Więźniowie Majdanka.

Lublin Majdanek
Lublin Majdanek

Musieliśmy się zbierać, więc kolejnych baraków, z ekspozycją butów ofiar Aktion Reinhardt, Warunki bytowe i wystawą Przybyli do getta… Odeszli w nieznane…, niestety nie udało się nam zobaczyć. Tak samo, jak nie zobaczyliśmy rzeźby Zameczek, która została wykonana przez polskich więźniów we wrześniu 1943 r. Mimo tego, że nie ma tu tylu pamiątek ludzkiej tragedii, jak w Oświęcimiu to i tak warto przyjechać, aby to wszystko zobaczyć.

Lublin Majdanek
Lublin Majdanek

Podziemia Browaru Perła

Z parkingu na terenie obozu ruszyliśmy w stronę centrum Lublina, gdzie czekał na nas ciekawy spacer po podziemiach Browaru Perła. Pozostało tylko znaleźć miejsce na zaparkowanie auta, a z tym nie było, ponieważ były wolne miejsca na terenie browaru.

Lublin Kino Perła
Kino Perła

Spacer po browarze rozpoczęliśmy od wniesienia cegiełki za wejście. Koszt cegiełki to 20 zł, ale można zapłacić więcej. Sugeruję tutaj wpłacić mniej, a resztę zostawić na zakończenie spaceru, gdy przewodnikowi można dorzucić się do skarbonki.

Lublin Podziemia Browaru Perła
Podziemia Browaru Perła

Przed zejściem do podziemi, przewodnik poinformował o zasadach bezpieczeństwa, typu uważanie na niski sufit, a następnie zaczął nas oprowadzać po budynku, opisując historię browaru, kolejne pomieszczenia oraz proces produkcji piwa. Jednym z ostatnich etapów spaceru to degustacja piwa typu lager i koźlak. Mimo tego, że byłem samochodem, nie mogłem sobie odmówić świeżego piwa prosto z kranu w tak klimatycznym miejscu.

Stare Miasto w ciągu dnia

Ze względu na to, że przed nami był jeszcze spacer po Lublinie, a ja wypiłem trochę piwa, to samochód zostawiliśmy na parkingu browaru. Nie było problemu, żeby to zrobić. Zgodę uzyskaliśmy od przewodnika.

Lublin Archikatedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty
Archikatedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty

Wędrówkę do Starego Miasta zaczęliśmy tą samą drogą, którą wracaliśmy poprzedniego dnia, czyli idąc ulicą kard. Stefana Wyszyńskiego. Mijając kościół św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, ulicą Królewską doszliśmy do Bramy Krakowskiej. Przeszliśmy przez bramę i mijając kramy, doszliśmy na Rynek.

Na Rynku przeszliśmy się dookoła centralnego budynku, w którym mieścił się Trybunał Koronny i weszliśmy w ulicę Złotą. Po dojściu do kościoła św. Stanisława, weszliśmy w ulicę Dominikańską, która doprowadziła nas do Bramy Dominikańskiej. Po przejściu przez bramę okazało się, że znajduje się za nią podwórze z tarasem widokowym, z którego jest widok na Bronowice.

Lublin Plac Dominikański
Plac Dominikański

Plac Zamkowy

Z tarasu widokowego ulicą Jezuicką przeszliśmy ponownie na Rynek, a następnie ulicą Grodzą doszliśmy do Placu po Farze. Stąd ponownie Schodami Poezji zeszliśmy na Podzamcze i przejściem pod wiaduktem bliżej zamku weszliśmy na Plac Zamkowy. Następnie doszliśmy do skweru Jurka Bitschana, gdzie znajduje się Lew Lwowski, który jest kopią rzeźb stanowiących część kolumnady Pomnika Chwały na Cmentarzu Orląt Lwowskich we Lwowie.

Spod pomnika schodami ruszyliśmy w stronę zamku. Tym razem w ciągu dnia mogliśmy go obejrzeć, choć ludzi było więcej. Obeszliśmy też dziedziniec, a następnie wiaduktem ruszyliśmy w stronę Bramy Grodzkiej.

Ostatnie chwile w Lublinie

Ze względu na to, że była to już pora obiadowa, a my zrobiliśmy się głodni, to zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść obiad. Żona chciała zajść do tej samej pizzerii, w której byliśmy poprzedniego dnia, Trakt Królewski, ja natomiast wolałem inne miejsce. Weszliśmy do pubu U Szewca i nie żałowaliśmy. Co prawda dostaliśmy nie tę pizzę, którą zamawialiśmy, ale i tak była bardzo smaczna, a sam klimat i wystrój tego miejsca niesamowity. Na ścianach w gablotach zdjęcia muzyków oraz instrumenty. Warto wejść do tego lokalu.

Lublin Pub U Szewca
Pub U Szewca

Najedzeni ruszyliśmy dalej spacerować po mieście, choć dużo czasu już nie mieliśmy. Przed zmierzchem chcieliśmy zobaczyć jeszcze Portal na Placu Litewskim, więc poszliśmy do niego prosto, wchodząc na Krakowskie Przedmieście.

Gdy obeszliśmy Plac Litewski i zrobiliśmy sobie zdjęcia, ulicą Bernardyńską wróciliśmy na parking Browaru Perła, gdzie zostawiliśmy auto. Stąd ruszyliśmy do domu, choć powrót był trochę utrudniony przez gęstą mgłę.

Lublin Krakowskie Przedmieście
Krakowskie Przedmieście

Powrót do Lublina?

Przyjeżdżając do Lublina, nie wiedziałem, czego można się spodziewać. W końcu to miasto według niektórych leży w Polsce B. Zostaliśmy jednak pozytywnie zaskoczeni. Zastaliśmy piękne miasto z wieloma atrakcjami, w którym nie widać zacofania. Z ludźmi, którzy się nie awanturują, jak ma to miejsce w Krakowie. Tutaj jakby czas trochę zwolnił, jest spokojniej.

Trochę szkoda, że zostaliśmy tu tylko na jeden dzień, bo z chęcią zobaczyłbym inne atrakcje Lublina. Z drugiej strony mamy cel, aby przyjechać tu ponownie, tym razem w o cieplejszej porze, aby mieć porównanie i zobaczyć sezonowe atrakcje.

Oceń wpis
[Maks.: 13 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.