Wakacje 2017 – Kuracjusze w objęciach Dunajca

We wtorek mieliśmy zaplanowany kolejny wyjazd grupowy, choć tylko w jedną stronę. Do Szczawnicy musieliśmy wrócić w miarę o własnych siłach i jak się okazało w określonym czasie. Co takiego nas czekało? O tym za chwilę.

Przed godziną 9 musieliśmy pojawić się przed Goprówką przy ulicy Głównej 11. Tutaj zgłosiliśmy się do organizatora wycieczki i poczekaliśmy na kilka innych osób, które miały z nami jechać. Gdy te osoby pojawiły się, wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy do Sromowiec Średnich.

W Sromowcach Średnich zatrzymaliśmy się na polanie przy Dunajcu, gdzie znajduje się przystań kajakowa i pontonowa. Spływ z flisakami już kiedyś odbyliśmy, więc tym razem stwierdziliśmy, że spłyniemy kajakiem do Szczawnicy, aby było ciekawiej. Taka trochę zwariowana atrakcja, po której nie wiadomo, czego można było się spodziewać. W szczególności, gdy dwa dni wcześniej widzieliśmy kajakarzy w odwróconym kajaku.

Przed rozpoczęciem spływu, który kosztował 70 zł za osobę, więc dosyć drogo, musieliśmy podpisać umowę. W umowie poza odpowiedzialnością za uszkodzenia sprzętu był zapis o czasie, w jakim musieliśmy dopłynąć do Szczawnicy, o czym wcześniej nie zostaliśmy poinformowani. Gdybyśmy w 2.5 godziny nie dopłynęli, to musielibyśmy ponownie wpłacić taką samą kwotę. Przyzwyczajeni do spływów Wkrą, gdzie jedynym limitem jest to, że musimy kajak zwrócić tego samego dnia, takie ograniczenie nas zszokowało, w szczególności, że planowaliśmy zatrzymać się po drodze, aby w pełni cieszyć się wakacjami.

Po podpisaniu umowy otrzymaliśmy kapoki i szczelną torebkę na ważne przedmioty, aby się nie zamoczyły podczas spływu. Zbędne rzeczy zostawiliśmy w samochodzie, który miał czekać na nas w Szczawnicy. Zsunąłem kajak z nabrzeża, pomogłem żonie wejść do niego, a następnie sam wskoczyłem i ruszyliśmy w nieznane.

Początek spływu po dosyć szerokiej i płytkiej rzece był spokojny i przypominał spływ Wkrą, choć czuć było silniejszy nurt, a w niektórych miejscach nawet nami bujało, co podnosiło adrenalinę. Z nami wyruszyło jeszcze kilka kajaków i ponton z dziećmi. Widzieliśmy tylko dwie tratwy z flisakami, więc było spokojnie, a nasze oczy mogliśmy napoić pięknymi widokami. W oddali za nami były Tatry, a przed nami Pieniny, do których było coraz bliżej.

Spływ kajakowy Przełomem Dunajca
Spływ kajakowy Przełomem Dunajca

Dopływając do Sromowiec Niżnych, za zabudowaniami zaczął wyłaniać się piękny widok na Trzy Korony, do których planowaliśmy dojść następnego dnia. Podczas mijania kładki zrobiło się nam miło, gdy piesi zaczęli do nas machać, choć sami musieliśmy trochę uważać na coraz bardziej falującą wodę.

Widok na Trzy Korony z poziomu Dunajca
Widok na Trzy Korony z poziomu Dunajca

Kawałek drogi za kładką woda była spokojniejsza, więc ponownie mogliśmy cieszyć się pięknymi widokami. Powoli mijaliśmy przystań flisacką w Sromowcach Niżnych oraz w Czerwonym Klasztorze, skąd wyruszali słowaccy flisacy. W obu miejscach byliśmy dwa dni wcześniej podczas wycieczki rowerowej.

Ciekawie zrobiło się podczas zbliżania się do pierwszego zakola, gdzie w okolicy Łysiny Dunajec się zwężał, nurt był coraz silniejszy, a fale coraz większe. Razem z kajakiem zaczęliśmy podskakiwać, a adrenalina wyraźnie nam podskoczyła.

Rzeka uspokoiła się tak szybko, jak zaczęła szaleć, ale tylko na chwilę. Ledwie emocje opadły, a już zaczęliśmy zbliżać się do kolejnej atrakcji, którą oferował Przełom Dunajca. Przed zwężeniem, które nazywane jest Janosikowym Skokiem, woda znowu znacznie przyśpieszyła, a niespokojne fale zaczęły podrzucać kajak. Nagle zauważyłem uskok, ale mimo próby ratunku, nie udało się tego zrobić. Było już za późno. Bokiem wbiliśmy się w falę, aż ta wyrzuciła mnie do wody. Całe szczęście, że tylko ja znalazłem się w wodzie, ponieważ żona nie potrafi pływać.

Udało mi się dopchać kajak do brzegu. Wyjąłem z niego wszystkie rzeczy, na szczęście nic nie zgubiliśmy, odwróciliśmy go, aby pozbyć się wody i postanowiliśmy chwilę ochłonąć po tej niespodziance.

W czasie krótkiej przerwy inne osoby, które płynęły za nami, również doświadczyły tego samego przeżycia. Z jedną parą było na tyle groźnie, że porwał je silny nurt. Na szczęście innym kajakarzom udało się złapać te osoby i dociągnąć do brzegu, gdzie bezpieczne mogły opuścić kajak. Nie wiem, czy ruszyły w dalszą drogę.

Emocje trochę opadły i wróciliśmy do spływu. W tym czasie na rzece zrobił się duży ruch, więc chwilami trudniej było płynąć. W szczególności na zwężeniach, gdzie ciężko było się zmieścić pomiędzy tratwami. Trafił się nawet taki flisak, który najpierw w nas uderzył tratwą, a następnie kijem zaczął spychać. No cóż.

Za Janosikowym Skokiem rzeka była zmienna. Raz szeroka i spokojna, wtedy mieliśmy czas na relaksowanie się. Innym razem wąska i bystra co zmuszało nas do większego wysiłku. W niektórych miejscach machałem wiosłem tak szybko, jak mogłem, aby nie przydarzyła się kolejna niespodziewana atrakcja na przykład uderzenie o skały.

Do przystani w Szczawnicy dopłynęliśmy kilka minut przed deklarowanym czasem. Podejrzewam, że gdybyśmy potraktowali ten spływ bardziej sportowo, a nie relaksacyjnie, to w godzinę można by było tę trasę pokonać.

Czy warto było? Mimo dosyć wysokiej ceny, ograniczonego czasu spływu i wypadku po drodze, to była to świetna przygoda, którą z chęcią bym powtórzył nie raz. Następnym razem wybrałbym się tylko dużo wcześniej, aby nie płynąć w grupie z flisakami.

Spływ kajakowy zakończył się w południe, więc mieliśmy jeszcze pół dnia na wykorzystanie. Postanowiliśmy poświęcić ten czas na przespacerowanie się po nieznanych nam jeszcze rejonach Szczawnicy. Najpierw poszliśmy do pokoju przebrać się, a następnie wyszliśmy na obiad, aby nabrać trochę siły przed spacerem.

Tym razem przeszliśmy się do restauracji Sami Swoi, która znajduje się przy ulicy Głównej 120. Usiedliśmy za zewnątrz budynku pod parasolem i z karty dań poza piwem typu IPA zamówiliśmy po placku po hajducku. Placki po hajducku to takie placki po węgiersku, ale z gulaszem wieprzowym zamiast wołowego. Do tego otrzymaliśmy surówki. Po dosyć niskiej cenie nie oczekiwałem za wiele, ale się myliłem. Otrzymaliśmy duże i bardzo smaczne placki. Polecam!

W Samych Swoich trochę posiedzieliśmy, ale trzeba było w końcu zrealizować plan. Opuściliśmy więc restaurację i ruszyliśmy ulicą Główną w stronę centrum Szczawnicy. Minęliśmy Park Dolny, kwiatowe zwierzęta porozrzucane przy ulicy Głównej i dotarliśmy do ulicy Szalaya. Tutaj nic ciekawego nie zauważyliśmy, więc weszliśmy w ulicę Połoniny, którą zaczęliśmy iść pod górę w stronę Szczawnicy Wyżnej.

Ulicą Połoniny doszliśmy do sanatorium Papiernik, którego budynek wyglądał na opuszczony. Elewacja budynku w kiepskim stanie, zaniedbany teren dookoła i do tego nie widzieliśmy kuracjuszy. Być może jednak nadal funkcjonuje, ale jedno jest pewne, osoby, które w nim nocowały w pokojach od strony południowej miały piękny widok na Pieniny.

Przy sanatorium Papiernik skręciliśmy w lewo w wąską aleję 1 Maja. Alejką doszliśmy do pięknego, niedawno wyremontowanego Dworku Gościnnego, którego początki sięgają 1875 roku. Jego uroczyste otwarcie miało miejsce 9 lat po wybudowaniu pierwszych fundamentów, czyli w 1884 roku. W drewnianym budynku mieściły się duża sala balowa z galeriami dla widzów i muzyków, sala widowiskowa ze sceną, sala fortepianowa, czy nawet cukiernia. Było to ważne miejsce kulturalne na mapie Szczawnicy.

Dworek Gościnny w Szczawnicy
Dworek Gościnny w Szczawnicy

W 1962 roku pożar doszczętnie zniszczył Dworek Gościnny. Przez ponad 40 lat z ruinami nikt nic nie zrobił, aż w końcu w 2005 roku spadkobiercy właściciela budynku, hrabiego Adama Stadnickiego, odzyskali majątek. Na szczęście odzyskali, ponieważ w 2008 roku rozpoczęła się odbudowa budynku na podstawie starych fotografii i 3 lata później nastąpiło jego uroczyste otwarcie. Poza odbudową tego pięknego dworku zostały również odnowiony pobliski teren, co potęguje blask Dworku Gościnnego.

Gdy nacieszyliśmy oczy Dworkiem Gościnnym, ruszyliśmy na północ ulicą Park Górny i zaraz zauważyliśmy opuszczony zakład przyrodoleczniczy. Trzypiętrowy budynek sanatorium został wybudowany w 1977 roku. Poza pokojami dla kuracjuszy znajdował się w nim basen oraz sale do masażu, a pomiędzy kondygnacjami przechodziło się schodami w szklanej wieży. Natomiast na dachu był taras z pięknym widokiem na Pieniny. Widok pozostał, ale budynek odstrasza swoim wyglądem.

Ponoć spadkobiercy gruntów, ci sami, którzy odzyskali i odnowili Dworek Gościnny, próbują odzyskać teren znajdujący się pod dawnym sanatorium, ale nie wiem, czy im się udało, czy nie. Być może właśnie sprawy spadkowe spowodowały, że sanatorium upadło.

Za opuszczonym sanatorium przeszliśmy tylko kawałek drogi i zrobiliśmy krótką przerwę na ławce przed długimi schodami do sanatorium Inhalatorium. Tutaj wśród drzew z widokiem na Pieniny można było odetchnąć i odpocząć od codzienności.

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej na północ, ale daleko nie zaszliśmy, ponieważ zaraz pojawił się przed nami Plac Dietla. Brukowany plac otoczony jest imponującymi budynkami w stylu szwajcarskim i austriackim z lokalną nutą. Charakterystyczne drewniane ozdobienia dodają uroku budynkom z elewacją w kolorze écru.

Plac Dietla w Szczawnicy
Plac Dietla w Szczawnicy

W centralnej części Placu Dietla znajduje się fontanna wykonana w dwudziestoleciu międzywojennym. Natomiast pomiędzy ulicą Zdrojową a Parkiem Górnym stoi pomnik upamiętniający Józefa Dietla z 1865 roku.

Od strony wschodniej placu znajduje się budynek dawnej Galerii Spacerowej, który został wzniesiony w latach 1857-58. W tym budynku kuracjusze mogli spacerować, popijając wodę leczniczą z tutejszych źródeł. W 1960 roku galeria została zabudowana i powstała w niej kawiarnia „Haneczka”. W 2002 roku w budynku wybuchł pożar, który doprowadził do zniszczenia tego pięknego budynku. W 2005 roku teren pod budynkiem został przekazany spadkobiercom majątku hrabiego Adama Stadnickiego, którzy już w następnym roku rozebrali, to co po budynku zostało i wybudowali nowy, zachowując styl i charakter oryginalnego. W 2008 roku budynek dokończono i otworzono w nim kawiarnię Café Helenka.

Za budynkiem kawiarni znajduje się kaplica Józefa Stefana Szalaya. Natomiast sam budynek kawiarni z jednej strony połączony jest ze Szwajcarką a z drugiej z Domem nad Zdrojami. Willa Szwajcarka została wybudowana w 1852 roku według projektu Szalaya. Obecnie mieści się w nim zaplecze gastronomiczne kawiarni Café Helenka. Dom nad Zdrojami został wybudowany przez Szalaya w 1863 roku. W budynku mieściła się pijalnia wód, można było skorzystać z zabiegów jak kuracja żętycowa. W 2002 roku budynek spotkał taki sam los jak galerię handlową i w ten sam sposób został uratowany. Obecnie w budynku znajduje się przepiękna pijalnia wód mineralnych, w której za opłatą można spróbować lub kupić w kartonach wody lecznicze ze źródeł Helena, Jan, Stefan, czy Józefina, Józef.

Kolejnym budynkiem otaczającym Plac Dietla jest Zakład produkcji wód leczniczych, w którym znajduje się pomieszczenie przeznaczone na sklep z pamiątkami I Love Szczawnica. Budynek zakładu połączony jest z Muzeum Uzdrowiska w Szczawnicy, w którym można zobaczyć przedmioty związane z uzdrowiskiem.

Po przeciwnej stronie Zakładu produkcji wód leczniczych znajduje się pensjonat Morelówka, a w jej piwnicach sklep z pamiątkami. Bliżej Placu Dietla, a właściwie z nim połączony jest dawny pensjonat zwany Pod Bogarodzicą. Budynek został wybudowany w 1853 roku według projektu Józefa Stefana Szalaya. W pensjonacie znajdowało się inhalatorium, a w jego piwnicy składowano butelkowaną wodę. Od 1975 roku w budynku mieściła się restauracja „Zdrojowa”. Natomiast obecnie w budynku znajdują się biura przedsiębiorstwa Uzdrowisko Szczawnica SA, a w piwnicy restauracja Piwnica Zbójnicka.

Największym i najpiękniejszym budynkiem znajdującym się przy Placu Dietla jest Willa Pałac, której budowa trwała od 1864 do 1866 roku. Początkowo w tym miejscu znajdowała się galeria spacerowa, która służyła kuracjuszom, natomiast Józef Szalay przekształcił ją w komfortowy pensjonat z wieżą, na której został umieszczony zegar. Od 1971 roku do 2013 roku w willi znajdowało się Muzeum Pienińskie im. Józefa Szalaya, natomiast obecnie na wysokości galerii mieszczą się lokale usługowe.

Z Willą Pałac połączony jest kolejny zabytkowy budynek i zarazem ostatni okalający Plac Dietla. Tym budynkiem jest Willa Stara Kancelaria, która początkowo pełniła funkcję kancelarii uzdrowiska. Niewielką willę wybudowano w latach 1864-1865 według projektu Józefa Szalaya, podobnie jak pozostałe budynki okalające Plac Dietla.

Możliwość skosztowania wody leczniczej bezpośrednio ze źródła nie mogła nas ominąć, więc gdy po pierwszym zachwycie budynkami zobaczyliśmy pijalnię, ruszyliśmy na degustację. Wodę można było kupić w plastikowych kubkach lub poprosić o wlanie do swoje butelki, o czym dowiedzieliśmy się po fakcie. Siedząc w chłodnej poczekalni, próbowaliśmy wody z różnych źródeł. W tym czasie zauważyłem, że bardzo mało osób przychodzi po wodę, mimo tak upalnego dnia. Kiedyś, gdy byłem w pijalni wód leczniczych w Busko-Zdroju, to był tłum, a tu garstka osób.

Po wyjściu z pijalni zaszliśmy do sklepu z pamiątkami, zobaczyć czy coś moglibyśmy kupić rodzinie. Następnie obeszliśmy plac i deptakiem wzdłuż ulicy Zdrojowej i strumienia wypływającego za pomnikiem Dietla ruszyliśmy w stronę centrum Szczawnicy. Zaraz trafiliśmy na drewnianą altanę, która została wybudowana w miejscu pijalni wody ze źródła Magdalenka.

Idąc dalej, za kilkoma opuszczonymi budynkami, minęliśmy podświetlaną fontannę składającą się z kilku talerzy. Następnie trafiliśmy na pomnik upamiętniający Henryka Sienkiewicza oraz zegar z dekoracją wykonaną z kwiatów. Troszkę dalej przeszliśmy obok sowy wykonanej z kwiatów i w końcu dotarliśmy do centrum, gdzie weszliśmy do sklepu spożywczego na małe zakupy.

Z torbą zakupów powoli wróciliśmy do domu gościnnego Nad Brzózkami. W pokoju spakowaliśmy w torbę koc i poszliśmy nad Grajcarek. Znaleźliśmy dogodne miejsce, rozłożyliśmy koc na trawie i położyliśmy się na nim, aby dokończyć ten dzień w lenistwie. Kolejny miał rozpocząć nasze wędrówki po górach.

Promenada wzdłuż Grajcarka w Szczawnicy
Promenada wzdłuż Grajcarka w Szczawnicy
Poprzedni dzieńSpis treściNastępny dzień
[Głosów:0    Średnia:0/5]
Podoba się Wam to, co robię? Wesprzyj mnie przez LiKoToN w PayPal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.