Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Dzień siódmy: Zapora Pilchowice, Jelenia Góra i Cieplice
Kategorie
Podróże

Dzień siódmy: Zapora Pilchowice, Jelenia Góra i Cieplice

Piątek okazał się najbardziej ponurym dniem naszego urlopu, a to dlatego, że prawie cały czas padał deszcz. Dobrze, że w ten dzień nie zaplanowaliśmy wędrówki po górach, bo by się nie udała. Ruszyliśmy natomiast na wycieczkę samochodową, więc nie musieliśmy jakoś wcześnie wstawać. Mogliśmy na spokojnie ruszyć w podróż.

Poprzedniego dnia, gdy wróciliśmy z wycieczki do Szwajcarii Saksońskiej, zastanawialiśmy się, czy skorzystać jeszcze z usług Biura Turystyki Almar. Co prawda mieliśmy zarezerwowane miejsca na dwie kolejne wycieczki, ale jeszcze za nie nie zapłaciliśmy. Obawialiśmy się, że kolejne wycieczki również nie będą dobrze zorganizowane, ale postanowiliśmy zaryzykować, więc przed wyjazdem ze Szklarskiej Poręby zajechaliśmy do biura podróży, żeby opłacić kolejne wycieczki i wymienić pieniądze na Euro i czeskie Korony.

Pierwszym miejscem, do którego dojechaliśmy była zapora wodna w Pilchowicach. Do zapory dojechaliśmy od strony Siedlęcina, zjeżdżając z głównej drogi tuż przed miejscowością Strzyżowie. Droga, co prawda asfaltowa, jest dosyć wąska i prowadzi przez gęsty las, co w przypadku napotkania samochodu z naprzeciwka stwarza problem z minięciem się. Po wjeździe na tę drogę mylący okazuje się również znak z ograniczeniem prędkości, który pokazuje liczbę 50. Według mnie dla tej kategorii drogi ograniczenie powinno być niższe.

Na szczęście mało osób jeździ tą drogą, a przynajmniej nikogo nie mijaliśmy i po dojeździe na miejsce dopiero po kilkunastu minutach zobaczyliśmy inny pojazd. Za to, jadąc tą drogą, można zobaczyć ciekawy most kolejowy, czy nieczynną stację kolejową.

Przed dojazdem na miejsce, droga asfaltowa zmienia się na brukową, chyba wybudowaną przed II Wojną Światową. Wjeżdżając na tę brukową drogę, mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie, w szczególności, gdy naszym oczom ukazuje się wielka, kamienna zapora.

Zapora Pilchowice powstała na rzece Bóbr w latach 1904-1912 pomiędzy wzniesieniami Korzec i Górą Zamkową. Jest drugą co do wieku zaporą w Polsce. Najstarszą jest Zapora Leśna, która znajduje się niedaleko, znanego chyba wszystkim Zamku Czocha. Zapora wodna w Pilchowicach również pod względem wysokości jest druga na liście, ponieważ jej wysokość to 69 metrów. Zapora w Solinie jest o 13 metrów wyższa. Natomiast Zapora Pilchowice jest najwyższą w naszym kraju zaporą kamienną oraz łukową. Pod względem długości również robi wrażenie, ponieważ długość korony wynosi 270 metrów.

Wraz z oddaniem do użytku tamy oddano również elektrownię wodną, która wybudowana jest u stóp tamy i przypomina duży dom rodzinny. Obok budynku elektrowni znajduje się kanał upustowy, który został wybudowany w kształcie schodów. To go wyróżnia spośród innych kanałów upustowych, ale dzięki takiemu rozwiązaniu woda jest wyhamowywana i jest mniejsze ryzyko zalania budynku elektrowni.

Zapora Pilchowicka
Zapora Pilchowicka

Zapora wodna w Pilchowicach położona jest w malowniczym rejonie Dolnego Śląska na rzece Bóbr, która utworzyła piękny zalew. Otoczona jest przez zalesione wniesienia, co tworzy niesamowity widok. Z korony zapory można również dostrzec stację kolejową, a jeszcze dalej stalowy most kolejowy. Nad zalewem można miło spędzić czas, nie tylko leżąc nad wodą, ale wędkując, czy spacerując po pobliskich szlakach. Ciekawostką jest to, że w grze Zaginięcie Ethana Cartera pojawiły się obiekty, które zostały stworzone na podstawie pilchowickiej zapory oraz stacji kolejowej.

Gdy tylko przyjechaliśmy, aby zobaczyć zaporę, od razu mi się spodobała, więc po zaparkowaniu samochodu, najpierw ścieżką zeszliśmy z wniesienia nad samą wodę, aby podziwiać wielką budowlę. Następnie poszliśmy pospacerować po zaporze. Po drodze do zapory minęliśmy budynek zbudowany z kamienia, który podejrzewam, służy jako trafostacja.

Podczas podziwiania zapory i jej otoczenia niestety zaczęło dosyć intensywnie padać, więc zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia tego miejsca, niestety. Jest to miejsce, do którego warto przyjechać, a najlepiej w bezchmurny dzień, i poświęcić mu więcej czasu, aby nasycić się jego urokiem, a przy okazji odpocząć.

Zapora Pilchowicka
Zapora Pilchowicka

Spod zapory ruszyliśmy do Jeleniej Góry, do której dosyć szybko dojechaliśmy, mimo że po drodze mijaliśmy remontowaną drogę, której pobocze się osunęło. Nieciekawa sprawa, ale nie widać było, aby ktoś przejeżdżał w czasie osuwania się drogi.

W Jeleniej Górze udało mi się znaleźć wolne miejsce na ulicy Jana Matejki. Tę ulicę obejmuje Strefa Płatnego Parkowania, więc po wyjściu z samochodu poszedłem opłacić postój. Niestety miałem problem z obsługą parkomatu, ponieważ jego ekran nie działał, więc nie wiedziałem, jak mam z niego skorzystać. Poszedłem więc szukać kolejnego parkomatu i z nim było to samo. W końcu wróciłem do tego pierwszej i zauważyłem instrukcję obsługi. Okazało się, że parkomat był wygaszony i aktywował się po wrzuceniu monety. Ciekawa sprawa.

Na szczęście w Jeleniej Górze przestało już padać, więc mogliśmy spokojnie sobie pochodzić. Spacer rozpoczęliśmy od skierowania się w stronę Placu Ratuszowego, więc poszliśmy ulicą Krótką i skręciliśmy w Długą, gdzie mijaliśmy okazałe kamienice, choć niektóre mogłyby zostać odświeżone.

Idąc ulicą Długą, wypatrzyliśmy cukiernię, więc postanowiliśmy napić się czegoś ciepłego. Na ciepłej kawie i gorącej czekoladzie z automatu się nie skończyło. Żona zaproponowała jeszcze po kawałku ciacha, na co się zgodziłem. Byliśmy w końcu na urlopie, więc po co sobie żałować. Spokojnie sobie zjedliśmy ciasto i popijaliśmy ciepłymi napojami. Zdążyliśmy nawet trochę obeschnąć i się ogrzać.

Po skończonych słodkościach czas już był na spacer po Jeleniej Górze. W związku z tym ulicą długą przeszliśmy na plac Ratuszowy, gdzie mieszczą się zabytkowy Ratusz, fontanna z barokowym posągiem Neptuna, czy piękne kamienice z podcieniami, które świadczą o handlowej funkcji tego miejsca. Ciekawym obiektem jest również tramwaj z pamiątkami, z czym można się spotkać również w Bydgoszczy.

Jeleniogórski ratusz, który został wzniesiony w stylu klasycznym, pochodzi z połowy XVIII wieku. Na początku XX wieku budynek ratusza połączono z pobliskimi kamienicami, które zaadaptowano na potrzeby magistratu. Te kamienice od głównego budynku ratusza oddzielone są przejściem. W tym przejściu, patrząc od strony ulicy Długiej, można zobaczyć figurę Szczudlarza Jeleniogórskiego, która wkomponowana jest w narożnik głównego budynku ratusza.

Szczudlarz Jeleniogórski
Szczudlarz Jeleniogórski

Rzeźba Szczudlarza Jeleniogórskiego pochodzi z 2013 roku. Rzeźbę tę wykonał armeński artysta Vahan Bego, który od 1993 roku mieszka w Polsce. Rzeźba ta symbolizuje Festiwal Teatrów Ulicznych, który odbywa się w Jeleniej Górze od 1983 roku.

W podziemiach ratusza znajdują się ślady wcześniejszych, gotyckich i renesansowych budowli, a także 20-metrowa studnia, która została odkryta dopiero w 2000 roku. Ciekawostką jest to, że kiedyś w ratuszu stał drewniany posąg Bolesława Krzywoustego, który był ozdobiony szatami królewskimi. Niestety po II Wojnie Światowej zaginął.

Przy wschodnim szczycie ratusza znajduje się pomnik Jelenia, który został tu umieszczony w 2008 roku z okazji 900-lecie miasta. Właściwie jest to głowa z porożem, która stoi na wysokim marmurowym postumencie. Znajduje się tutaj również skrzynia pamięci, która zawiera pamiątki dla mieszkańców Jeleniej Góry, którzy w 2108 roku będą obchodzili 1000-lecie miasta.

Ratusz w Jeleniej Górze otoczony jest odnowionymi, kolorowymi kamienicami z podcieniami, gdzie można się ukryć przed słońcem, czy deszczem. Kamienice pochodzą z XVII i XVIII wieku, ale po tym, gdy ucierpiały podczas II Wojny Światowej, zostały odrestaurowane i cieszą nasze oczy.

Fontanna z rzeźbą Neptuna na delfinach pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku, więc powstała trochę wcześniej od nowego budynku ratusza. Rzeźba Neptuna symbolizuje dalekie, a nawet zamorskie kontakty handlowe jeleniogórskich kupców.

Wóz tramwajowy, który ustawiony jest na placu Ratuszowym, przypomina o funkcjonowaniu w Jeleniej Górze komunikacji tramwajowej, której ostatni kurs miał miejsce w 1969 roku. Obecnie w wozie tramwajowym mieści się kiosk z pamiątkami.

Trochę pospacerowaliśmy po placu Ratuszowym i weszliśmy w ulicę Marii Konopnickiej, gdzie również znajdują się piękne kamienice. Ulica Marii Konopnickiej zakończona jest Bramą Wojanowską, która pełniła funkcję porządkowo-rogatkową. W 1869 roku została rozebrana i przeniesiona do koszar, ale odrestaurowaną ją i w 1998 roku ustawiono w pierwotnym miejscu.

Obok bramy wznosi się baszta Wojanowska, która została wybudowana w miejscu wieży zniszczonej przez silny wiatr pod koniec XV wieku. Wieżę szybko odbudowano, dodając zegar i kopułę z latarnią. W praktycznie niezmienionej formie prawie 20-metrową basztę można podziwiać do dziś.

Brama i baszta przylegają do kaplicy św. Anny, która posiada wystrój w stylu barokowym. Pierwotnie była kaplicą obronną, co widać po strzelnicach. W ostatnim czasie kaplica przeszła renowację, podczas której zostały odmalowane zewnętrzne ściany i zabezpieczone przed wilgocią.

Przechodząc przez bramę Wojanowską, weszliśmy w ulicę 1 Maja. Idąc tą ulicą, doszliśmy do ulicy marsz. Józefa Piłsudskiego, gdzie znajduje się pomnik Jelonka. Pomnik został stworzony przez gruzińskiego rzeźbiarza i scenografa jeleniogórskiego Teatru Animacji Lewana Mantidze i został odsłonięty w 2008 roku z okazji 900-lecia istnienia miasta. Jest obiektem często odwiedzanym przez turystów ze względu na swoją formę małego, sympatycznego jelonka, który sprawia, że wielu osobom pojawia się uśmiech.

Idąc dalej ulicą 1 Maja, trafiliśmy na skwer przy ulicy Pocztowej, gdzie w 2014 roku została odsłonięta piękna rzeźba Porwanie Europy. Wykonana z metalu rzeźba przedstawiająca mitycznego Zeusa w formie byka, który porywa Europę, ma upamiętniać 10-lecie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jej autorem jest Vahan Bego, czyli ten sam rzeźbiarz, który stworzył Szczudlarza Jeleniogórskiego.

Niestety zaczęło padać dosyć intensywnie, więc szybko wskoczyliśmy do pobliskiego sklepu spożywczego, aby zrobić zakupy. Następnie ruszyliśmy w stronę samochodu, aby jechać dalej. Kapryśna pogoda nie pozwoliła nam zwiedzić wszystkich ciekawych miejsc w Jeleniej Górze, a szkoda.

Wyjeżdżając z Jeleniej Góry, deszcz zdecydowanie osłabł, więc ruszyliśmy w stronę Cieplic. Obecnie Cieplice Śląskie-Zdrój, bo taka jest właściwa nazwa, są dzielnicą Jeleniej Góry, mimo że są od niej oddalone. W Cieplicach znajduje się wiele ciekawych miejsc, jak Pałac Schaffgotschów, park Zdrojowy, kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela, czy Zdrojowy Teatr Animacji.

W Cieplicach samochód zaparkowaliśmy przy Placu Kombatantów, gdzie znajduje się Ewangelicko-Augsburski kościół Zbawiciela. Ten niewielki kościół został wzniesiony w latach 1774-1779 i posiada wnętrze w stylu barokowo-klasycystycznym.

Następnie przeszliśmy na plac Piastowski, przy którym znajdują się zadbane kamienice, ale najbardziej rzucającym się w oczy obiektem jest monumentalny pałac Schaffgotschów. Rezydencja o fasadzie długości 81 metrów została wzniesiona w latach 1784-1809 w stylu barokowym, ale w połączeniu z formami wczesnoklasycystycznymi. Obecnie w pałacu znajduje się filia Politechniki Wrocławskiej.

Plac Piastowski w Cieplicach Zdroju
Plac Piastowski w Cieplicach Zdroju

Idąc dalej placem Piastowskim, doszliśmy do kościoła parafialnego pw. św. Jana Chrzciciela. Na jego dziedziniec weszliśmy przez zabytkową, barokową dzwonnicę. Klasztor wraz z dzwonnicą zostały wybudowane na początku XVIII wieku. Natomiast 100 lat później klasztor przeszedł w ręce hrabiego Leopolda Gotarda Schaffgotsch, który przekształcił trzy skrzydła klasztoru w bibliotekę z rodowymi zbiorami. Południowe skrzydło nadal należało do kościoła parafialnego i służyło jako plebania dla proboszcza tej parafii.

Obecnie południowe skrzydło klasztoru znajduje się w rękach Zakonu Pijarów. Natomiast na jego tyłach znajduje się Muzeum Przyrodnicze. W podziemiach kościoła znajduje się rodowa krypta Schaffgotschów, a na dziedzińcu można zobaczyć płyty nagrobne przedstawicieli tej rodziny. Płyty zawieszone są na murze przy dzwonnicy. Na dziedzińcu można również zobaczyć barokową kolumnę, która ozdobiona jest rzeźbą św. Floriana.

Po wyjściu z kościelnego dziedzińca poszliśmy w stronę rzeki Kamiennej, myśląc, że zobaczymy coś ciekawego. Trafiliśmy tylko na figurę św. Jana Nepomucena, która ukryta jest pomiędzy świerkami.

Wróciliśmy na plac Piastowski, ale dochodząc do uzdrowiskowego sanatorium Marysieńka. Przy tym sanatorium znajduje się fontanna Nimfa Zdrój, która właściwie jest dystrybutorem leczniczej wody termalnej, ubranej w piękną rzeźbę nimfy. Dystrybutor posiada trzy krany działające na fotokomórkę, z których bezpłatnie można się napić mineralnej wody. Woda, której można się tu napić, działa moczopędnie, krystalizacji kwasu moczowego i tworzeniu się kamieni nerkowych, zwiększa mineralizację kości, działa antybakteryjnie, zapobiega próchnicy zębów.

Spod fontanny Nimfa Zdrój placem Piastowskim poszliśmy do głównego wejścia do parku Zdrojowego. Pierwszym ciekawym obiektem, na który natknęliśmy się w parku, była drewniana muszla koncertowa. Naprzeciwko tej muszli znajduje się Pawilon Zdrojowy Edward, przy którym znajduje się zadbany ogród z fontanną.

Idąc dalej, natknęliśmy się na XIX wieczny budynek, w którym obecnie mieści się Zdrojowy Teatr Animacji. Budynek został wybudowany w stylu klasycystycznym, według projektu Alberta Tollberga i od razu służył jako teatr dworski. Dopiero kilka lat po jego wybudowaniu został udostępniony szerokiej publiczności.

Obok budynku teatru znajduje się pomnik św. Michała Archanioła, który przykuwa wzrok swoim wyglądem. Przedstawia metalową rzeźbę św. Michała Archanioła, który przy pomocy dzidy próbuje zabić Lucyfera. Rzeźba umieszczona jest na cokole wykonanym z czerwonego marmuru. Przerażające w niej jest to, że szatan czerwoną farbą ma pomalowany pysk, co chyba jest dziełem podwórkowego artysty.

Minęliśmy pomnik i poszliśmy dalej we wschodnią część parku Zdrojowego, gdzie trafiliśmy na puste zbiorniki wodne. Nie wiem tylko dlaczego nie są wypełnione wodą. Może w takiej formie mają zostać. Obok tych zbiorników minęliśmy murowaną kaplicę św. Rodziny.

Jeszcze chwilkę pospacerowaliśmy po parku, ale znowu zaczął padać deszcz, więc powoli ruszyliśmy w stronę samochodu. Przeszliśmy się jeszcze po placu Piastowskim, a następnie placu Kombatantów, gdzie mieliśmy zaparkowany samochód. Przestało padać, więc doszliśmy do kładki, łączącej Bulwar Piotra Łazarkiewicza z ulicą Mieszka I. Tutaj chwilkę popatrzyliśmy na rzekę Kamienną i wróciliśmy do samochodu, aby ruszyć do Szklarskiej Poręby.

Wracając do Szklarskiej Poręby, myśleliśmy, aby zajechać jeszcze do Sobieszowa, aby zobaczyć zamek Chojnik, ale ze względu na kiepską pogodę zrezygnowaliśmy. Niestety. Było mokro, szaro, więc zwiedzanie zamku nie byłoby przyjemne. W związku z tym od razu wróciliśmy do Szklarskiej Poręby.

Po dojechaniu na miejsce rozpoczęliśmy przygotowania do obiadokolacji, którą mieliśmy spożyć na balkonie. Otworzyłem wino. Żona podgrzała pizzę i rozpoczęliśmy biesiadę, którą szybko musieliśmy przenieść z balkonu do mieszkania. Było za zimno, aby siedzieć na dworze.

Mimo wszystko bardzo przyjemnie spędziliśmy ten dzień i zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc, do których warto przyjechać ponownie. Poza tamą w Pilchowicach, w pamięci zapadły mi Cieplice, które swoim spokojem bardziej spodobały się od samej Jeleniej Góry. Być może spowodował to uzdrowiskowy klimat.

Przeczytaj również:

Dzień pierwszy: Stare Miasto, wyspy, Hala Stulecia i Fontanna multimedialna we Wrocławiu.

Dzień drugi: Panorama Racławicka i ogród zoologiczny we Wrocławiu.

Dzień trzeci: Zamek Książ i Szklarska Poręba.

Dzień czwarty: Zakręt Śmierci, Wielki Kamień i Jakuszyce.

Dzień piąty: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica i Wodospad Szklarki.

Dzień szósty: Zamek Stolpen, Bastei i Twierdza Königstein.

Dzień ósmy: Drezdeńskie skarby.

Dzień dziewiąty: Karpacz i Śnieżka.

Dzień dziesiąty: Szrenica, Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły i Wielki Szyszak.

Dzień jedenasty: Czeska Praga i balet Carmen.

Dzień dwunasty: Chybotek i Złoty Widok w Szklarskiej Porębie.

Dzień trzynasty: Piwo w Libercu.

Dzień czternasty: Wyjazd ze Szklarskiej Poręby.

Oceń wpis
[Maks.: 1 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.